Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

19.02.2016
piątek

„Wstrząsy” – ten horror wciąż bawi

19 lutego 2016, piątek,

tremors29Informacja o tym, że „Wstrząsy” powrócą w nowej serialowej odsłonie, a w projekt znowu zamieszany jest Kevin Bacon, tak mnie ucieszyła, że odświeżyłem sobie oryginał z 1990 roku. Ten film wciąż się broni!

Kilka lat po tym, jak tańczył w „Footloose”, a jeszcze przez „JFK”, „Dziką rzeką”, „Uśpionymi” czy „Rzeką tajemnic”, Kevin Bacon zagrał w niskobudżetowym filmie grozy, który jednak po prawdzie w największym stopniu był komedią. „Wstrząsy”, bo o nich mowa, to opowieść o mieszkańcach maleńkiego amerykańskiego miasteczka (jak to bywa w 90 proc. horrorów), nękanych przez wężoidy, czyli przypominające czerwie ogromne monstra, poruszające się pod ziemią i pożerające wszystko, co po niej chodzi. Idea jest prosta: unikaj ziemi, a przeżyjesz.

Krwi w tej opowieści jest mało, grozy też niewiele (choć scena z pożeraniem samochodu może wywołać gęsią skórkę), a całość utrzymana jest w luźnej, przygodowej atmosferze. Głównymi bohaterami są Val (Beacon) i Earl (Fred Ward), czyli miejscowi chłopcy od wszystkiego, starający się dorobić fortuny, ale niekoniecznie jakimś większym nakładem sił. Towarzyszyć im będzie atrakcyjna pani geolog oraz kilkoro mieszkańców Perfection, w tym małżeństwo z bzikiem na punkcie broni i survivalu. W sumie stworzą różnorodną, a przede wszystkim świetnie uzupełniającą się grupę, która b-klasową opowieść o podziemnych stworach zamieniła w idealny przykład kina rozrywkowego lat 90.

Jeżeli ocenicie ten film po plakacie czy okładce wydania DVD (na której, swoją drogą, pokazano jakieś inne monstrum niż to, które pojawia się w filmie, a która stanowi wyraźną zrzynę ze „Szczęk”), zaskoczą Was świetne dialogi, proste, ale bardzo sympatyczne i niezwykle umiejętnie prowadzone postacie, a także pomysłowa fabuła, zdecydowanie odchodząca od schematu „stwór idzie, uciekamy, a ktoś umiera”.

We „Wstrząsach” nie brakuje scen, które zostaną z Wami na dłużej, jak choćby strzelanina w piwnicy, polowanie z użyciem dynamitu na sznurku czy wreszcie schronienie na głazach i droga do samochodu. Za sprawą Vala i Earla zapewne też zaczniecie spory rozstrzygać poprzez grę w papier, kamień i nożyce.7131733.3Dla mnie, który film ten pierwszy raz obejrzał mając lat naście, był to jeden z pierwszych obrazów, w których się zakochałem i który oglądałem za każdym razem, gdy tylko telewizja go powtarzała.

„Amadeusz” to nie jest, zgodzę się, ale nie można odmówić „Wstrząsom” uroku i tego, że strasząc, bawią, choć wcale nie sięgają po przerysowanie. To po prostu idealny przykład rozrywki może i niespecjalnie inteligentnej, ale na pewno też dalekiej od bycia prostacką czy głupią. Coś jak „Wielka draka w chińskiej dzielnicy” czy „Dog Soldiers”.

Oby tylko nowy serial więcej wspólnego miał z oryginałem niż kontynuacjami, na które najlepiej spuścić zasłonę milczenia.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop