Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

16.11.2016
środa

Czytając Lema dziś: „Kongres futurologiczny”

16 listopada 2016, środa,

15122-n-aKontynuując cykl dotyczący twórczości Stanisława Lema, pochylam się nad „Kongresem futurologicznym”. Pytanie brzmi: jak współczesny czytelnik odczyta ten tekst i czy proza mistrza SF się zestarzała?

Wybór „Kongresu…” jako drugiej, po „Niezwyciężonym”, książce Stanisława Lema, którą polecałbym współczesnemu, nieznającemu jego twórczości czytelnikowi, nie jest przypadkowy. Cykl „Czytając Lema dziś” rozpoczęliśmy powieścią, która w zasadzie mogłaby się ukazać współcześnie i – poza kilkoma szczegółami – nie sprawiałaby wrażenie zdezaktualizowanej. Przede wszystkim zaś Lem napisał ją językiem standardowym, bez bez żadnych eksperymentów, stawiając w głównej mierze na atmosferę grozy.

Inaczej jest z „Kongresem futurologicznym”, gdzie głównym bohaterem jest Ijon Tichy (kosmiczny podróżnik, bohater „Dzienników gwiazdowych”). Wprawdzie zaczyna się również standardowo, od relacji z pierwszego dnia tytułowego kongresu, odbywającego się w olbrzymim, luksusowym hotelu w państwie Costaricana, szybko jednak Lem pcha to SF bliskiego zasięgu w stronę absurdu i groteski. Otóż pisarz wprowadza do historii całą gamę futurystycznych substancji chemicznych, za pomocą których służby porządkowe mogą choćby kontrolować nastroje i zachowanie tłumów. Tu Lem rozpoczyna zabawę językiem, tworząc nowe nazwy dla różnych specyfików, łączące efekt ich działania z fragmentami standardowych nazw farmakologicznych.

Dalej jest już z górki i czytelnik, wraz z Tichym, wchodzi coraz bardziej w głąb psywilizacji (cywilizacji budowanej w oparciu o tę nową farmakologię), lista najróżniejszych substancji się wydłuża, ich działania się nakładają, wkrótce więc powstaje coś na wzór farmakologicznego Matrixa – różnica jest tu w zasadzie taka, że zamiast w rzeczywistości wirtualnej ludzie żyją w świecie stworzonym dla ich zmysłów przez chemię.15122-n-aI oto właśnie coś, czego współczesny czytelnik może się uchwycić i odczytywać „Kongres…” jako historię jak najbardziej aktualną. Bo czyż tematem wielu tekstów fantastyczno-naukowych do dziś nie jest obawa przez mirażami nowych rzeczywistości, jakie mogą zostać na nas nałożone? Różnica taka, że Lem był tu bardziej farmaceutą niż informatykiem. Sens pozostaje jednak ten sam. Aktualne jest pytanie, czy w przypadku pogarszających się warunków życiowych, choćby w skutek przeludnienia czy wyniszczenia środowiska naturalnego, lepiej by nam było żyć w prawdzie czy wykreować dla siebie sztuczne niebo, by być autentycznie szczęśliwymi, choć w rzeczywistości-kłamstwie.

„Kongres futurologiczny” ukazał się w 1971 roku, czyli blisko trzy dekady przed filmem „Matrix” sióstr Wachowskich.WL_7tytulowDlaczego jednak właśnie ten tekst powinien być czytany w pierwszej kolejności przez tych, którzy Lema dopiero poznają? Bo ta opowieść stanowi łącznik między bardziej standardowo napisanymi powieściami naszego rodaka, jak „Niezwyciężony” właśnie czy „Solaris”, a tekstami językowo niezwykłymi, jak choćby „Cyberiada”. W „Kongresie…” Lem daje nam próbkę swoich możliwości uplastyczniania języka, którym operuje na poziomie mistrzowskim, lepiąc z niego potrzebne sobie słowa, idealnie wpasowując te neologizmy do znanego nam słownika. Tu też stopniowo prezentuje czytelnikowi kolejne poziomy absurdu, wprowadza swoje specyficzne poczucie humoru, tak unikalne w porównaniu z innymi książkami fantastyczno-naukowymi.

Czy więc „Kongres…” się zestarzał? Sceneria może i tak, przesłanie jednak i poruszane w nim problemy już jednak nie, bo z nimi fantastyka mierzy się i dziś, choć z nieco innych powodów.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Ciekawe!