Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

28.11.2016
poniedziałek

„Miracleman” – zanim Alan Moore napisał „Strażników”

28 listopada 2016, poniedziałek,

4430397-miracleman+#16Jeżeli ktoś uważa komiksy superbohaterskie za miałkie, infantylne i niewarte uwagi, „Miracleman” to jeden z tych tytułów, które przekonają sceptyków. Warto było czekać na polskie wydanie tego arcydzieła Moore’a.

Oczywiście, w przypadku akurat tego scenarzysty słowa takie jak „arcydzieło”, „kultowe” czy „rewolucyjne” mogą wydawać się nadużywane. Bo po prawdzie ledwie kilku twórców komiksów może pochwalić się porównywalnie imponującą biografią (Frank Miller?): „Batman: Zabójczy żart”, „V jak Vendetta”, „Liga Niezwykłych Dżentelmenów”, „Z piekła rodem”, „Saga o potworze z bagien”, „Zagubione dziewczęta”, a wreszcie „Miracleman” i „Strażnicy”.

Przy czym nie bez przyczyny te dwa ostatnie tytuły wymieniam obok siebie – choć do historii medium przeszli „Watchmen”, według wielu uznawani za najlepszy komiks w historii, nadrabiając teraz „Miraclemena” wreszcie możemy dostrzec, skąd wzięło się późniejsze arcydzieło.Miracleman„Miracleman” również patrzy na superbohaterów w sposób niezwykle realistyczny i odpowiada na pytanie, jak wyglądałby świat, gdyby takie istoty naprawdę żyły pośród nas. W końcu oznaczałoby to, że między ludźmi stąpają bogowie, władni albo zmieść nas z powierzchni ziemi, albo pociągnąć ku wybudowanej przez siebie utopii.

I czegoż Moore tu nie dotyka! Z początku cudownie gra z kliszami gatunku, świetnie wychodząc od nieco kiczowatej genezy tytułowego herosa, rodem wyjętej z komiksów z pierwszej połowy XX wieku, odbijając się od niej i podążając inną, mroczniejszą ścieżką; w zasadzie można powiedzieć, że Moore tłumaczy tu styl starych komiksów, jednocześnie się z niego podśmiewając i oddając mu hołd.

Potem przechodzi do odkrywania boskości i związanego z nią odrywania się od ludzkiej rzeczywistości, po drodze pokazuje makabrę i horror, jakich w komiksie nikt inny pokazać się nie odważył, ostatecznie dochodzi zaś do wizji wspomnianej utopii i świata widzianego oczami kształtującego go boga. Przy okazji wspaniale zatacza tu koło: superbohaterowie często porównywani są do greckich czy nordyckich bogów, którzy mieli ich inspirować, a których Amerykanom komiksowi herosi mieli zastąpić – u Moore’a zaś od komiksowych postaci się zaczyna, na klasycznych bogach natomiast kończy.miracleman_p8Niezwykłemu piórowi Alana Moore’a (nazywanego tu Pierwotnym Scenarzystą – pewnie odciął się od Marvela, stąd niemożność użycia jego nazwiska) towarzyszą tu zaś niesamowici rysownicy, bo pod względem graficznym „Miracleman” przewyższa wszystkie inne tytuły w bibliografii wybitnego scenarzysty.

Zachwyca zaś może nie tyle kreska, ile wspaniałe kompozycje kadrów, oryginalne, zaskakujące, przełamujące gatunkowe standardy – wiele plansz to tu po prostu przepiękne obrazy, ze skomplikowaną strukturą i śmiałymi paletami barw. (Jedynym innym komiksem, w którym widziałem coś podobnego jest „Sandman. Uwertura” Gaimana, z rysunkami J.H. Williamsa III).miracleman_p48Powtórzę więc: arcydzieło. Oto komiks totalny, perfekcyjny zarówno w warstwie scenariusza (zwłaszcza pod koniec Moore pokazuje, że ma pióro nie gorsze od współczesnych mistrzów literatury), jak i graficznej. Komiks odważny, brutalnie realistyczny, szokujący i wymagający. Pozycja obowiązkowa.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop