Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego

26.03.2015
czwartek

„Z Archiwum X” powróci – cieszyć się czy bać?

26 marca 2015, czwartek,

x-filesJeden z najpopularniejszych seriali w historii wkrótce powróci z kolejnym sezonem, na który złoży się 6 odcinków opowiadających jedną zamkniętą fabułę (choć będzie istniała możliwość kontynuacji).

Elektryzująca wieść, bo po kilkunastu latach przerwy w telewizji znowu zagości prawdziwa legenda i bohaterowie, których nie spodziewaliśmy się już zobaczyć. Wprawdzie w 2008 r. w kinach mogliśmy obejrzeć (słaby) film „Z Archiwum X: Chcę wierzyć”, a niedawno zaczął ukazywać się komiks mający być 10. sezonem serialu, jednak dopiero teraz mamy mieć do czynienia z pełnoprawnym powrotem. Ci, którzy przed laty śledzili losy Muldera i Scully, w większości pieją z zachwytu i niecierpliwie przebierają nóżkami w oczekiwaniu na premierę. Ja mam mocno mieszane uczucia.

„Z Archiwum X” to jeden z TYCH seriali, TYCH filmów, TYCH książek, które tworzyły młodość mojego pokolenia i towarzyszyły nam w czasie dorastania. Choć minęły lata od tych wieczorów, gdy razem z rodziną oglądaliśmy relacje z kolejnych śledztw pary agentów FBI, wciąż pamiętam emocje, jakie temu towarzyszyły, szczegóły niektórych odcinków (ten z wilkołakiem był straszny!).

Jednocześnie mam świadomość, że czas – jak to zwykle bywa z rzeczami, które nam się podobały – sprawił, że serial zyskał w moich oczach, bo tak to działa, że idealizuje się fabuły, które zachwycały nas za młodu. Gdy wrócić do nich po latach, znowu ocenić, okazuje się, że nie są tak dobre, jak je zapamiętaliśmy. Ba, czasami dziwmy się, że mogliśmy zachwycać się czymś tak drewnianie zagranym czy z tak toporną scenografią.

Jakiś czas temu umyśliłem sobie wrócić do serialu SF „Gwiezdna Eskadra”, który przed więcej niż dekadą zawładnął sporą liczbą moich wieczorów, na którego kolejne odcinki czekałem jak na Gwiazdkę. Jak to wypadło? Niezbyt dobrze, żeby nie powiedzieć: tragicznie. Jak ja byłem w stanie to kiedyś oglądać? Pomyśleć, że łapałem nawet powtórki!

Tymczasem po latach zdzierżyłem ledwie półtora odcinka, zanim postanowiłem nie gnębić już wspomnień z dzieciństwa. Dlatego też, przeżywszy szok takiej konfrontacji, boję się sięgnąć do „Ziemi 2”, czyli drugiego serialu, który przed laty mnie zachwycał i który w mojej pamięci urósł do miana dzieła kultowego. Jasne, są od tego odstępstwa, bo taki „Park Jurajski”, który jakiś czas temu na chwilę powrócił nawet do kin, wciąż robi świetne wrażenie, podobnie choćby trylogia z Indianą Jonesem, ale już na przykład „Gwiezdne Wojny”, gdy oglądam je teraz, wydają się bladą namiastką tego, co widziałem, będąc szkrabem.

Tymczasem współczesny biznes popkulturowy regularnie każe nam mierzyć się z tego typu legendami i konfrontować nasze wspomnienia o formujących nas dziełach kultury z ich współczesnymi inkarnacjami czy kontynuacjami. „Z Archiwum X” to najnowszy przykład tego powrotu do klasyki, próby zmonetyzowania naszej nostalgii, bo przecież niedawno ogłoszono kolejną serię „Miasteczka Twin Peaks”, wcześniej dostaliśmy „Prometeusza”, który szargał pamięć o „Obcym”, no i koszmarnego „Indianę Jonesa i Królestwo Kryształowej Czaski”.

Ten ostatni to przykład na to, jak kontynuacje starych hitów mają tendencję do stawania się parodiami swoich poprzedników, bo próbują być jednocześnie współczesne i na każdym kroku przypominać nam o dziełach, z których się wywodzą. Tak samo było z trylogią „Hobbit” Jacksona, która prawdopodobnie byłaby dużo lepsza, gdyby nakręcił ją inny reżyser, niemający bagażu w postaci „Władcy Pierścieni” i nieścigający się z legendą o samym sobie.

Podobne problemy na początku powieści „Wiedźmin. Sezon burz” zdawał się mieć Andrzej Sapkowski, przez co książka kojarzyła się raczej z pisaną przez kogoś naśladującego twórcę postaci Geralta niż jego samego – jakby aż za bardzo starał się być sobą (na szczęście z czasem styl wrócił sam i druga część książki jest dużo lepsza). Mało komfortowa musi być sytuacja, w której twórca zaczyna mierzyć się ze sobą z czasów, gdy tworzył swoje najpopularniejsze/największe dzieło.

Wszystko to efekt tego, że popkultura jest pop, czyli masowa, że ma docierać do szerokiego grona odbiorców, zarabiać. W głowach dystrybutorów, producentów czy wydawców zawsze zaś żywe są wspomnienia największych sukcesów, dlatego chętnie wracają do hitów sprzed lat i sprzedają nam więcej tego, co już kupiliśmy.

Przez to cały przemysł zamienia się w węża Uroborosa, który pożera własny ogon. Przez to w kolejnych latach wciąż będziemy stawać naprzeciw naszych wspomnień i powrócimy do uniwersum „Gwiezdnych Wojen” (choć J.J. Abrams dał radę ze „Star Trekiem”, więc może nie będzie źle), „Parku Jurajskiego”, Indiany Jonesa w 5. odsłonie serii, „Obcego” w kontynuacji fabuły „Prometeusza”, no i sequela „Blade Runnera”, czyli obrazu, który – zważywszy na obecną słabą formę Ridleya Scotta – budzi grozę w sercach wielu fanów SF.

Dlatego podczas gdy wszyscy wokół cieszą się z powrotu „Z Archiwum X” czy „Miasteczka Twin Peaks”, ja jestem rozdarty pomiędzy radością z możliwości ponownego zagłębiania się w te fabuły a obawę, że nie mają one nawet najmniejszych szans dorównać mojej pamięci oryginałów. Przy okazji zaś, gdy dodatkowo przychodzi uświadomienie sobie wtórności, która opanowuje popkulturę, przerażenie rośnie.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 13

Dodaj komentarz »
  1. co za blazneki blog !

  2. Dopiero po latach zauważyłem, jaki ten serial był głupi

  3. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  4. Kubek „Z Archiwum X”, tapeta oraz dźwięki Windows „Z Archiwum X”, a na ścianie stosowny plakat – moje studenckie mieszkanie 🙂 Fantastyczny serial, do tego twórcy potrafili zachować dystans w stosunku do konwencji, sięgając po autoironię i pastisz.

    Rzeczywiście, reinkarnacja serialu może być powodem do zmartwień. Przykład „Obcego” wskazany w artykule bardzo do mnie trafia, nie pamiętam abym kiedykolwiek po wyjściu z kina był tak rozczarowany i wściekły, jak po seansie „Prometeusza”.

    Pozdrowienia 🙂

  5. Idealizowanie fabuły… A cóż to jest na rany boskie? Pan zacznie od sprawdzenia co to takiego ta fabuła. Pomoże uniknąć kolejnych kwiatków, bo – widzi Pan – ani gra aktorów, ani scenografia nie składają się na fabułę. Po prostu nie…

  6. Sequeloza toczy całe amerykańskie kino z przyległościami.

  7. Muzyka do tego serialu jest genialna.

  8. @Breslauer
    Jak najbardziej można ją idealizować, szanowny panie.

  9. Cieszyć się szanowny Panie! cieszyć i jeszcze raz cieszyć! a dlaczego? a to dlatego, że nie ma co zbytnio główkować i niepotrzebnie nastawiać się na to, że od razu będzię kicha, źle… tylko cierpliwie zaczekać na premierę a potem szerzej ją skomentować. Tak to jednak jest jak się nie ma wiary najpierw w siebie a co za tym idzie w innych ludzi i w to co się angażują. Ciekaw jestem tylko skąd tyle obaw w autorka głowie? no bo przecież jak wynika z tekstu podobała się autorkowi pierwsza edycja czyli jest ogromna szansa, że i „re-make” też go zachwyci. Ja, personalnie to nastawiam się na naprawdę dobre kino z masą efektów komputerowych w 3D no i ostrej jazdy bez trzymanki jeli chodzi o fabułę. Pamiętamy, że to była najmocniejsza strona tego serialu. Oj,.. autorku „zakręciłeś” tylko swoją blogowską chochelką w temacie i odszedłeś nie doprawiając i nawet nie smakując przygotowywanej przez siebie „chińskiej zupki”:) #czuwaj!

  10. @mpn
    A co Pan ma na myśli, tak konkretnie? Czy chodzi Panu o to, że uważamy ją za lepszą niż jest? Jeżeli tak, to spieszę z wyjaśnieniem, że to nieco bez sensu, bo film to sztuka i jeżeli w jakimś momencie oceniamy go gorzej, bardziej krytycznie, to w żaden sposób nie zmienia prawdziwości pierwszej oceny. Film, książka, etc. jest tak dobra, jaka dobra jest w chwili oceny. Poza tym, dlaczego późniejsza ocena ma być lepsza? Jest inna i jest oceną samego siebie, a nie filmu. A my, no cóż, też jesteśmy (przede wszystkim) inni. Jest Pan pewny, że z wiekiem coraz lepsi i mądrzejsi? Ja mam poważne wątpliwości. 😉

  11. @Breslauer
    Czy lepsi i mądrzejsi, trudno powiedzieć. Ale nasze postrzeganie przeszłości się zmienia. Pewnych niedociągnięć, drobnych absurdów nie pamiętamy. W pamięci zostaje mało.

  12. Równie łatwo zapominamy to, co było naprawdę wartościowe.
    Ale… Dzisiaj możemy uznać, że XFiles było głupie i zachwycić się czymś, co za kolejne kilkanaście lat uznamy za równie głupie. Tylko po co? No chyba, że to ma wskazywać na nasz rozwój, podejmowanie kościelnych wyzwań, samodoskonalenie się,… No żywcem rozmowa o pracę w korporacji. 😉

  13. @mpn
    Kolejnych wyzwań, oczywiście! 🙂