Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego

8.04.2015
środa

Nagrody fantastyczne – jest problem

8 kwietnia 2015, środa,

hugo_awardFantastyka, zwłaszcza w odmianie literackiej, zawsze łączyła się z aktywnym ruchem fanowskim. Fani sami pisali (i potem stawali się popularnymi autorami), organizowali imprezy, warsztaty, fani przyznawali nagrody. To ostatnie przez lata opierało się na założeniu, że każdy głosuje na to, co uznaje za najlepsze. A więc wszystkim zależało na literaturze – tej dobrej. Dlatego wśród laureatów plebiscytowej nagrody Hugo znajdziecie Ursulę K. Le Guin, Isaaca Asimova, Arthura C. Clarke’a czy Philipa K. Dicka, a nie Stephanie Meyer. Ten sen kończy się na naszych oczach.

W Polsce najważniejszym wyróżnieniem w dziedzinie literatury fantasy, SF i horroru jest Nagroda Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla. W pierwszym etapie fani głosują na wszystkie teksty fantastyczne opublikowane w języku polskim w roku ubiegłym, w kategoriach Opowiadanie i Powieść. Te z największą liczbą głosów są nominowane, w drugim etapie uczestnicy konwentu Polcon wybierają laureatów. Podobnie działa amerykańska nagroda Hugo (ale ma więcej kategorii). W obu przypadkach decydują czytelnicy, fani fantastyki, którzy mają głosować na najlepsze według siebie teksty. Czy tak właśnie głosują? Ano ostatnio przestali.

Jeszcze do niedawna dla większości decydującym czynnikiem była jakość tekstu. To spojrzenie wybitnie subiektywne, ale szczere, bo choć dwóm osobom mogły podobać się dwie zupełnie inne rzeczy, obie wybierały to, co uznawały za godne wyróżnienia. Mechanizm działał, najczęściej było tak, że nominacja do Hugo czy Zajdla nobilitowała, mówiła wyraźnie: oto tekst wart uwagi. Obecnie mówi: oto tekst, który… no właśnie.

a) Oto tekst, którego autor jest bardzo popularny. I to jest w porządku – w końcu skoro jest popularny, to znaczy, że jego twórczość komuś się podoba, to znaczy, że ktoś głosuje zgodnie ze swoim sumieniem. W Polsce takim przypadkiem jest Jakub Ćwiek – ma wielu oddanych fanów, wielu z nich zjawia się na Polconach, gdzie decydują się losy nagrody, więc jeżeli coś opublikuje, jest faworytem. Podobnie Jacek Dukaj, w oczach wielu najwybitniejszy współczesny polski autor fantastyki, który niekiedy dostaje nagrodę „za nazwisko”. No i tak to działa – Dukaj na nazwisko pracował, ma fanów, którzy wielbią jego teksty, więc wygrywa. Ostatnie lata to z kolei droga na szczyt Roberta M. Wegnera, którego proza zjednuje mu rosnące grono czytelników, a więc i głosujących. Tutaj mechanizm działa, wygrywają najpopularniejsi, a przy okazji tak się składa, że często ich teksty same w sobie też są warte wyróżnienia.

b) Oto tekst, którego autor jest obrotny. Odsuwamy na bok literaturę, nagroda traktowana jest jako taki bajer, który ktoś chce załatwić, bo fajnie wyglądałby na półce albo mógłby przyczynić się do wzrostu rozpoznawalności danego twórcy. Przy Hugo mamy przykład Holendra Thomasa Ode Heuvelta, który skrzyknął fanów w ojczyźnie i w efekcie był nominowany do amerykańskiej nagrody. Prestiż. (Choć trzeba dodać, że jak już zwrócił na siebie uwagę, to się spodobał i dostał kolejne nominacje).

c) Oto tekst, który napisał nasz znajomy/kolega/ktoś reprezentujący nasze poglądy.

To ostatnie to gwóźdź do trumny nagród plebiscytowych. W tym roku z olbrzymią siłą uderzyło to w Hugo, gdzie większość nominacji zagarnęli autorzy związani z ruchem Sad Puppies. Inicjatorzy akcji słusznie zauważyli, że w minionych latach ta prestiżowa nagroda stała się tubą, za pomocą której środowisko na siłę manifestować miało swoją tolerancję i różnorodność. Zamiast o tekstach najgłośniej dyskutowano o tym, czy wśród nominowanych i laureatów jest więcej kobiet czy mężczyzn, czy jest odpowiednio dużo mniejszości etnicznych, czy są osoby homoseksualne itp., itd.

W świadomości wielu osób głosowanie przestało wiązać się z jakością literatury czy popularnością autora, a stawało się manifestem, z samą literaturą niemającym niczego wspólnego. Efekt? Z roku na rok poziom nominowanych opowiadań i powieści leciał na łeb na szyję, nie brakowało tekstów – nie tylko niegodnych wyróżnienia, ile nawet publikacji. Inni pisarze, którzy nie mieli wsparcia ideologicznego, musieli zacząć prosić swoich fanów o głosy (tzw. „blowjobs for Hugo”), bo nie było co liczyć na to, że dobra proza obroni się sama.

Mimo to wśród pretendentów do nagród wciąż było nieco miejsca dla po prostu dobrych opowiadań, dla dobrych powieści, pojawiały się nowe nazwiska. W tym roku Sad Puppies (którzy, podkreślmy, postawili dobrą diagnozę) postanowiło wyleczyć pacjenta, zamieniając go w zombie. Ich odpowiedzią na upolitycznienie Hugo stało się przeciągnięcie go na swoją stronę – ruch zgarnął większości nominacji, w niektórych kategoriach całą pulę. Argumentują, że nie mieli pojęcia, że efekt będzie aż taki. No i?

Stało się. Nominacje do Hugo to obecnie nominacje do Nagrody Sad Puppies, co dla mnie – osoby czytającej i selekcjonującej prozę do przekładu na polski – znaczy tyle co nic. W moich oczach tegoroczne Hugo jest martwe.

Obawiam się, że to samo czeka wszystkie nagrody plebiscytowe, które kiedyś opierały się na uczciwości głosujących, którzy proszeni o wybranie najlepszego ich zdaniem tekstu, robili to. Rada? Prosta: im więcej osób głosuje, tym mniejsze szanse, że jakaś zorganizowana grupka przepchnie swoje typy. Sęk w tym, że o ile liczba nominujących drastycznie nie wzrośnie, zawsze znajdzie się ktoś na tyle zdeterminowany, by przepchnąć swoje racje.

Możliwe więc, że na naszych oczach umiera marka, która przez dziesięciolecia była synonimem wartościowej literatury, a do Le Guin, Asimova i Dicka dołączą autorzy znani z tego, że są czarnoskórzy, mają prawicowe poglądy albo wykupili kampanię w sieci.

Bo problem ten dotyczy wszystkich „Nagród Publiczności”. Internet sprawił, że niesamowicie łatwo zorganizować niemałą grupę pomocników, połączonych sympatią czy ideologią, którzy będą zakrzykiwać miłośników dobrej literatury, dobrego filmu, muzyki itp.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 13

Dodaj komentarz »
  1. Ale ten sam internet umożliwia także wprowadzenie środków zaradczych. Mogą nim być na przykład pisemne uzasadnienia. Niech każdy głosujący uzupełni swój głos komentarzem, gdzieś tak na 2000 do 3000 znaków, członkowie jury zaś lub Komisji Nominacyjnych niech napiszą uzasadnienia na, powiedzmy, 5000 znaków, które zostaną opublikowane w Sieci. Wtedy wartość danego głosu ocenić będzie można po ilości zawartego w nim niemerytorycznego bełkotu. Można się spodziewać, że profesjonaliści zasiadający w jury lub Komisji będą starali się go unikać ze zwykłej, ludzkiej przyzwoitości. A jeżeli tak się nie stanie, to będziemy mogli sobie dać spokój z dana nagrodą.

  2. Ale kto będzie czytał te choćby i tysiąc głosów, każdy po 3000 znaków? I według jakich kryteriów oceniać. Są przecież fani, ktorzy zgodnie z sumieniem będą głosować, bo coś im się podoba. ale nie będą w stanie wyrazić tego słowami.

    Takie coś zabiłoby ideę nagrody plebiscytowej.

  3. 1. A może, skoro są takie problemy z nagrodami Zajdla i Hugo, idea nagrody plebiscytowej już umarła? Czy w takim razie nie byłoby lepiej wzmocnić znaczenie jury lub Komisji Nominacyjnej kosztem zwykłych głosujących?

    2. Każdy wzrost jakości wymaga, przynajmniej na początku, wzrostu nakładu pracy. Jeżeli chcemy, żeby o nagrodzie decydowała wartość dzieła, a nie tylko popularność autora, aktywność jego zwolenników lub modna aktualnie idea, którą porusza w swojej twórczości, to musimy tę wartość uzasadnić. A któż inny ma to zrobić, jak nie ten, kto zgłasza daną nominację?

    3. Jeżeli ktoś nie jest w stanie wyrazić słowami tego co myśli, to znaczy, że jest bezmyślny. I głosem kogoś takiego nie warto się przejmować.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Nagrody przyznawane przez Jury istnieją. To Nagroda im. Żuławskiego i Nagrody Nowej Fantastyki. Nominacjami Kapituły wspierają się zaś Identyfikatory Pyrkonu.

    Ad punkt 3 No nie. Ale nawet jeżeli założyć, że ludzie będą potrafili pisać składne teksty na 2k znaków, to pytanie brzmi: ilu będzie się chciało? Glosujących będzie mniej i nagrody staną się tym bardziej podatne na ruchu zdeterminowanych środowisk.

    Według mnie idea nagród plebiscytowych umarła. Nie wiem, jak to naprawić, żeby wyróżnienia nie były arenami walk między frakcjami.

  6. Jak już idziemy w ekstremum, to komisja odrzucając bądź akceptując głos powinna też pisać uzasadnienie. Bo „niemerytoryczny bełkot, którym nie warto się zajmować” to termin tak mętny i do tego nacechowany emocjonalnie, że aż prosi się o nadużycia. No ale taka wymiana recenzji byłaby już pośmiewiskiem.

  7. Będzie jak poprzednio, w punktach:

    1. Tak, przede wszystkim komisja powinna pisać uzasadnienie.

    2. Ale profesjonalista dlatego jest profesjonalistą, że potrafi odróżnić niemerytoryczny bełkot od sensownych wypowiedzi w swojej dziedzinie.

    3. Dlaczego pośmiewiskiem? W nauce system recenzji się sprawdza jako gwarant obiektywnej wartości dzieła.

  8. @Marcin Robert

    No to z tego wychodzi, że jedynym sposobem na uzdrowienie nagród plebiscytowych jest… zrobienie z nich nagród przyznawanych przez jury.

  9. Cześć Marcinie,
    Mam tutaj trochę odmienne zdanie niż Ty.
    Zarówno Hugo, jak i Nagroda Zajdla to nagrody środowisk fanowskich. I (niestety lub na szczęście) fani- czytelnicy fantastyki mogą z nimi zrobić co chcą. Nawet je zepsuć.
    Jak wiesz, każda z tych nagród miała za sobą wiele teorii spiskowych. Mówiących między innymi o tym, że np. o nominacjach decyduje jakieś tajemnicze jury. Okazało się, że takiego jury nie ma. I każdy dowcip, każda skrajność która wymyślą sobie zainteresowani fani jest możliwy do realizacji.
    Środowisko się czegoś nauczyło.
    Tak, Hugo ma teraz kryzys. Podobny miało kiedy scjentolodzy zgłaszali teksty Hubarda. Pojawiły się wtedy mechanizmy takie jak „non award test” – weryfikacja czy kandydat na zostanie laureatem jest bardziej popularny niż opcja „bez nagrody” (zarówno Hugo jak i Zajdle w drugim etapie daje możliwość na zagłosowanie na opcje „bez nagrody” kiedy głosujący uzna, że w danej kategorii żadna z nominacji nie zasługuje na wyróżnienie).
    Moim zdaniem momentem próby dla Hugo będzie to ile osób wybierze w tym orku „bez nagrody” w finałowym głosowaniu.

    Co do alternatywy dla obecnego rozwiązania. Nie uważam by jury było dobrym pomysłem. Zawsze jednak można zawęzić grono nominujących – np. do członków stowarzyszeń; osób, które wzięły udział w minimum 3 głosowaniach na laureatów, etc. Początki nagrody Zajdla tez były takie, że nominacje zgłaszały kluby (stowarzyszenia) miłośników fantastyki. Można zawsze do czegoś podobnego wrócić.

  10. Dobrze prawisz. A opcja „No Award” przejdzie w tym roku na Hugo test. Mam nadzieję, że „wygra” przynajmniej tam, że lobby Sad Puppies zgarnęło całą pulę nominacji.

    I problem z nagrodami plebiscytowymi jest właśnie taki… że są nagrodami plebiscytowymi. Mówisz, że należą do fanów i fani mogą zrobić, co chcą. Pamiętasz Nautiliusa, gdy Fabryka go reaktywowała? Zrobiła się Nagroda im. Andrzeja Pilipiuka. I upadła. Hugo też teraz upada. Zobaczymy, czy się podniesie.

    Mam wrażenie, że wszystkie pomysły na naprawę nagród plebiscytowych i ochronę ich przed manipulacjami zmierzają w jednym kierunku – zmniejszenia „plebiscytowości”. Bo co to byłby za problem, gdyby nominacje do Zajdla wybierali nie wszyscy, a kapituła z choćby i 200 wyselekcjonowanymi członkami. Można. Ale czy wtedy naprawdę będzie to nagroda od fanów?

  11. @Marcin Robert:
    „Dlaczego pośmiewiskiem? W nauce system recenzji się sprawdza jako gwarant obiektywnej wartości dzieła.”
    Z czterech powodów:
    1) jedna komisja pisząca kilka tysięcy recenzji kilku tysięcy recenzji zwyczajnie nie dałaby rady ogarnąć tej pracy. A trzeba się wyrobić do kwietnia, żeby fani mieli czas przeczytać i rozważyć w sercu nominowanych przed sierpniowym Worldconem.
    2) zamiast o prozie, dyskutowalibyśmy o tych tysiącach recek i towarzyszących im reckach recek. Słusznie odrzucona, czy nie?
    3) literatura to nie fizyka i system recenzji nie zweryfikuje jakiejś obiektywnej wartości dzieła. Niektóre spory o literaturę trwają do dzisiaj, w innych mamy zaskakujące wolty (recepcja poezji Baki, od niegdysiejszego potępienia, po zachwyty Miłosza i Rymkiewicza – a przecież obiektywna ocenia nie powinna się zmieniać). A jeśli dodam, że trwa ideologiczna wojna, a na wojnie zaćmiewa nawet najrozsądniejsze umysły – to nie wierzę w skuteczność mechanizmu.
    4) Bo jestem cały czas pod wrażeniem tekstu Podrzuckiego z ostatniego NF, w który jest o tym, że mechanizmy kontrolne w naukach ścisłych wcale tak dobrze nie działają.

  12. Jeżeli czytelnik lubi jakąś książke nie będąc wielkim fanem z pewnością ciężko będzie go zachęcić do głosowania na cokolwiek zwłaszcza że nie wiąże się to przeważnie z żadnymi korzyściami dla samego głosującego.
    Pozdrawiam

  13. Fantastyka skonczyla sie okolo roku 1980, kiedy to przestali pisac tacy autorzy jak Lem, Dck, Asimow czy Clarke.

  14. W związku z całą ta sytuacją polecam zainteresowanym poczytać bloga George’a R.R. Martina [ http://grrm.livejournal.com ] – dość przejrzyście przedstawia sytuację, i w przeciwieństwie do niektórych nie wpada przy tym w histerię.