Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego

18.05.2015
poniedziałek

Protestem w sztukę – kto ma kształtować kulturę?

18 maja 2015, poniedziałek,

TonyJerichoKomu wolno protestować? Każdemu. Kto powinien protestować? Każdy, kto uważa, że ma przeciwko czemu oponować. Czy wolno protestować przeciwko dziełom kultury? Tak, choć to śliski grunt.

Ostatnimi czasy można odnieść wrażenie, że żadna głośna premiera popkulturalna nie może się obejść bez protestów. Na „Czas Ultrona” narzekają feministki, na nowego „Mad Maxa” organizacje broniące praw mężczyzn, oberwało się nawet twórcom „Wiedźmina 3: Dzikiego gonu”. Wszędzie przekaz jest identyczny: twórcy mają tworzyć wedle jakichś tam reguł.

Bywa, że oburzenie na choćby jakiś film jest w pełni uzasadnione. Bo czy racji nie mieli ci, którzy naskoczyli na J.J. Abramsa za to, że we „W ciemność. Star Trek” scenę z dr Carol Marcus w bieliźnie dorzucił dla samego faktu pokazania ładnej pani w bieliźnie, uprzedmiotawiając w ten sposób aktorkę? Mieli. Reżyser zebrał lanie i przepraszał.

Czy racji nie mają ci, którzy zarzucali HBO, że z byle powodu rozbiera każdą pełnoletnią aktorkę z obsady „Gry o tron”? Mieli. Efekt – w emitowanym obecnie sezonie panie rozbierane są równie ochoczo, ale wprowadzono równouprawnienie i rozbiera się więcej panów. Oburzać się można także na seksizm w komiksach, który choć nie jest może nagminny (aczkolwiek atrybutem każdej superbohaterki musi być co najmniej miseczka D), wciąż potrafi niemile zaskoczyć. Przykładem niedawna afera z ocierającą się o pornografię okładką historii o Spider-Woman, a także album „Tajna Inwazja” z Wielkiej Kolekcji Komiksów Marvela, gdzie postacie kobiece wprowadzono wyłącznie po to, by rysować ich wypięte pupy.

Czy trzeba to piętnować? Tak. Czy można domagać się zmian takich zachowań? To wręcz nasz obowiązek.

Kontrowersyjna ilustracja ze Spider-Woman

Kontrowersyjna ilustracja ze Spider-Woman

Coraz częściej jednak protestujący nie potrafią samym sobie narzucić ograniczeń. Stąd bardzo głośne ostatnio oburzenie na film „Avengers: Czas Ultrona” i w zasadzie lincz reżysera i scenarzysty Jossa Whedona. Co takiego powiedział Whedon? Ano nic. Seksistowskim żartem rzucił natomiast Tony Stark, czyli Iron Man. Miliarder, playboy, były bijak, generalnie dupek, który wprawdzie ostatnio się ustatkował, ale wcześniej znany był z tego, że kobiety traktował wyjątkowo przedmiotowo. No więc zażartował z prawa pierwszej nocy, a więc de facto gwałtów. Seksistowski dupek rzucił seksistowskim żartem. A ludzie naskakują na Whedona. Ktoś widzi w tym logikę? Bo ja nie.

Już abstrahując od tego, że Tony Stark owym dupkiem, który poniewiera kobietami, jest na łamach komiksów od lat kilkudziesięciu, a ostatnio pojawił się w czterech innych filmach, gdzie w jednym z nich wyprowadzanie kochanki bohatera z jego rezydencji porównano do wyrzucania śmieci. Był protest? Nie. Ale zostawmy to.

Idąc tropem logiki, wedle której reżyser zbiera baty, bo zgodnie z charakterem postaci włożył jej w usta seksistowski żart, dlaczego nikt nie protestował przeciwko Ultronowi?! Przecież ten inteligentny robot zabijał ludzi! On chciał zniszczyć ludzkość – dlaczego za to nie oburzano się na Jossa Whedona? Bo to robił robot? No i – żartem rzucił też nie reżyser, a Stark.

Cała ta afera jest kuriozalna. Kuriozalne są też jej efekty. Raz, że oburzeni seksistowskim żartem internauci tak bardzo bronili czci kobiet, że grozili Whedonowi śmiercią. Dwa – filmy z komiksowego uniwersum Marvela zaczęto analizować pod względem tego, która postać ma ile ekranowego czasu. Po co? Cholera wie – pewnie po to, żeby pokazać, że Czarna Wdowa, czyli kobieta, nie ma go najwięcej. Pokazano. I? Czy zaczniemy wymagać, by przy kolejnych filmach ktoś na koniec produkcji siedział ze stoperem, a w razie nierówności ingerował w gotowe dzieło?

Bo do tego to prowadzi – do dyktatu widzów, którzy zaczną narzucać twórcom, co i jak mają opowiadać. Nie ma to już nic wspólnego z piętnowaniem łamania reguł, ale ze spisaniem nowych, nielogicznych zasad i narzucaniem ich filmowcom czy pisarzom. Twórcy komiksu o Batgirl ostatnimi czasy dwa razy zebrali po głowie. Raz, bo czarnym charakterem okazała się osoba transseksualna, co zresztą w sumie pasowało do historii; nikt jednak na to nie zwracał uwagi, zaraz zaczęto szczekać, że to jakieś fobie. Drugi raz zaś, gdy powstała świetna ilustracja okładkowa z Batgirl i psychopatą Jokerem, nawiązująca zresztą to komiksowego klasyka, „Zabójczego żartu” ze scenariuszem Alana Moore’a. Fala oburzenia była jednak tak wielka, że ilustrację natychmiast wycofano. Na co się oburzano? Ano na to, że socjopata Joker groził bronią bezbronnej Batgril. „No bo dlaczego znowu kobieta jest tą bezbronną?”. A dlaczego nie! Przecież to nie był jakiś seksistowski wymysł, ale hołd dla klasyki gatunku.

Wycofana okładka z Jokerem i Batgirl

Wycofana okładka z Jokerem i Batgirl

Widzicie, o co mi chodzi? Popkultura zaczyna być kastrowana. Marvel już teraz dwoi się i troi, by wyprzedzać ataki i potrafi od tak zmienić postać znaną ze słabości do kobiet w geja. A nie można po prostu stworzyć fajnej, nowej postaci homoseksualisty? Po co mącić i tak ingerować w uniwersum, jeżeli można je rozszerzać i wzbogacać. Jasne, komiksy superbohaterskie mają swoje grzechy w postaci nadreprezentacji herosów w wersji męskiej i koniecznie białej, więc większa różnorodność jest nawet pożądana, ale po co niszczyć to, co jest, zamiast po prostu budować nowe? Za chwilę ogłoszą, że Kopernik rzeczywiście była kobietą.

Wyobraźcie sobie pisany wedle tych „reguł” kryminał. Kto zabił? Na pewno nie osoba czarnoskóra, na pewno nie homoseksualista, na pewno nie Latynos, nie kobieta, nie Azjata – zostaje więc biały, heteroseksualny mężczyzna, bo w niego wciąż można bić bez większego strachu.

Protestujmy. Zanim jednak zaczniemy kleić transparenty, zastanówmy się jednak, czy chcemy coś naprawić, czy po prostu komuś coś narzucić.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. W dobie portali społecznościowych raczej nie da się uniknąć opisanego zjawiska, bo też i wystarczy komputer i internet, żeby dotrzeć bezpośrednio do twórcy, zwłaszcza, jeżeli ten twórca sam prowadzi swojego twittera. Im bardziej masowa rozrywka i większy krąg odbiorców, tym to będzie częstsze. A też z drugiej strony, granica tego, co potępić należy, a co można zostawić w spokoju, dla każdego będzie przebiegała w innym miescu. Kretynów niestety nie brakuje po obu stronach debaty, i choć żal mi Whedona, to akurat on sobie z tego doskonale zdaje sprawę, na szczęście.

    A propos Batgirl – o ile się orientuję, nie chodziło o samą okładkę, a o fakt, że obecne wcielenie komiksu jest kierowane do nastolatek, i hołd ten był, powiedzmy, takim trochę niedostosowany do wieku odbiorcy.