Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego

2.07.2015
czwartek

Nowy „Terminator” – dobrze, że Arnie wrócił

2 lipca 2015, czwartek,

Terminator-Genisys-T-800Trwa seria hucznych powrotów starych, przebojowych serii filmowych. Za nami fenomenalny „Mad Max: Na drodze gniewu”, przeciętny, ale nieprzeciętnie zarabiający „Jurassic World”, przed nami zaś nowe „Gwiezdne wojny”. Tymczasem obecnie w kinach zobaczyć możecie „Terminatora: Genisys”. O dziwo, warto.

Wysokobudżetowe kino Hollywoodzkie zjada swój własny ogon. To wiemy. Wszędzie ekranizacje książek, gier i komiksów, kontynuacje, nowe wersje czy fabuły nawiązujące do kasowych przebojów, z siedmioma częściami „Szybkich i wściekłych” i 10-filmowym na chwilę obecną uniwersum Marvela na czele. Od czasu do czasu trafi się coś oryginalnego, jak „Chappie” czy „Ex Machina”, generalnie jednak listy premier zdominowane są przez tytuły, które dobrze znamy. Można się pogubić: „Mad Max”, „Gwiezdne wojny”, „Park Jurajski” i „Terminator”? To na pewno rok 2015, a nie lata 80.?

Można sarkać. Ale też, co zaskakujące, nie zawsze mamy ku temu powody, bo od czasu do czasu okazuje się, że czwarta czy szósta część sagi może być dobrym filmem. Przykładem „Terminator” Genisys”, który rzecz jasna nie przebije kultowego „Terminatora 2: Dnia sądu”, jednak dostarcza solidnej dawki rozrywki. Arnold Scharzenegger po raz kolejny mówi „I’ll be back” – nam zaś nie pozostaje nic innego, jak z owego powrotu się cieszyć.

„Genisys” to przede wszystkim dobry scenariusz, nie oscarowy, momentami wręcz niespójny (co było do przewidzenia, cała ta zabawa w podróże w czasie sypie się jak domek z kart, gdy się zastanowić nad skutkami i przyczynami), ale napisany przez kogoś, kto rozumie sagę o Terminatorze, potrafił wyłowić to, co w niej najważniejsze, i w tej konwencji opowiedzieć coś nowego. Zdecydowanie największą zaletą filmu jest Arnold, choć bynajmniej nie jego gra, ale związek jego postaci, robota-mordercy, z Sarą Connor. Poza tym jest jeszcze humor, dużo humoru, takiego typowego dla blockbusterów, ale pełnego nawiązań do poprzednich filmów. Mnie to kupiło.

„Terminator: Genisys” to zdecydowanie film dla fanów serii, bo choć pod wieloma względami resetuje znaną nam linię fabularną, cała jego siła to osadzenie w opowiadanej od lat opowieści o Johnie Connorze i Skynecie, którą nowy film może grać, do której może nawiązywać, z powodu której może igrać z naszymi oczekiwaniami.

Przy okazji zaś jest to też największa wada filmu, bo nowemu widzowi zapewne wyda się nijaki. Ot, opowieść o zabójczych maszynach, wręcz tymi maszynami przepakowana, z pogmatwanymi wątkami podróży w czasie. Do tego nie tak efektowna jak pozostałe blockbustery, z dopracowanymi efektami specjalnymi, ale nie wgniatająca w fotel. Fabuła też, jeżeli odrzeć ją z bagażu starych filmów, wybitnie nieskomplikowana.

(Choć prawda jest taka, że film najbardziej skorzystałby na zmianie zwiastuna – informacje zdradzone w trailerach skutecznie zabiły napięcie w wielu kluczowych scenach, zwłaszcza w wątku Johna).

Czyli po prostu pozycja dla fanów, taki film-gadżet. Trochę tłoczny, bo stężenie różnych rodzajów terminatorów na minutę filmu zatrważające, ale warte obejrzenia. Jeżeli tak mają smakować odgrzewane kotlety, nie mam nic przeciwko dokładce.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. Arnold Arnoldem, a prawdziwa rozrywka jest tu:

    https://www.youtube.com/watch?v=GsRtF3FT1_Q

  2. Kino zawsze było bajką dla dorosłych dzieci którzy nie wyrośli z krótkich spodenek. Technika komputerowa jeszcze bardziej wzmocniła tę część produkcji dla infantylnych fanów kina. Możliwości techniki komputerowej wciskają widza w fotel ale po wyjściu z kina najczęściej żałuję czasu tam straconego.

  3. Pójdę zobaczyć ale nie nastawiam się za bardzo na jakiś super film. Dla Arniego warto

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Lubię Terminatora, wszystkie trzy filmy były dobre w swojej klasie, więc i czwarty napewno obejrzę.
    Mam prośbę do Autora tekstu. Czy mógłby Pan wytłumaczyć co to znaczy że film „resetuje linię fabularną” ? Pytam poważnie. Wiem co to znaczy zresetować komputer, pamięć itp, ale nie umiem odnieść tego do linii fabularnej. Czy to oznacza , że stwarza ją od nowa, że to co było dotychczas się nie liczy?
    I jeszcze jedno: „na chwilę obecną” to nie jest najszczęśliwszy zwrot , szczególnie gdy wychodzi spod pióra dziennikarza piszącego o sztuce.

  6. Nowy „Terminator” unieważnia to, co dotychczas znalismy i tworzy nową historię. Tak jak to zrobił Abrams w nowym „Star Treku”

  7. @Sheli

    Genisys to mimo wszystko piąty film 🙂