Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego

17.07.2015
piątek

Kinowe Uniwersum Marvela – który film najlepszy?

17 lipca 2015, piątek,

marvel-cinematic-universeWchodzący dzisiaj do kin „Ant-Man” to dwunasty film w Kinowym Uniwersum Marvela, w skrócie nazywanym MCU. Jednocześnie zamyka on tak zwaną Fazę Drugą, czyli jeden z rozdziałów wielkiej komiksowej opowieści. Wszystkie te obrazy powinniśmy traktować jako większą całość. Które jednak wyróżniają się jako najlepsze samodzielne historie? Oto mój ranking TOP 5.

Skoro ranking obejmie pięć pozycji, a filmów w MCU jest dwanaście, nie zajmę się wszystkimi. Lepiej wskazywać te lepsze, niż pastwić się nad gorszymi. Mogę tylko wspomnieć, że najsłabszym według mnie jest „Kapitan Ameryka: Pierwsze starcie”, choć „Thor”, „Avengers: Czas Ultrona” i nowy „Ant-Man” depczą mu po piętach.

Czy to złe filmy? Nie – są lepsze od sporej części kinowych blockbusterów, wracam do nich z przyjemnością, jednak nie da się nie zauważyć oczywistych wad (opisałem je w recenzjach „Czasu Ultrona” i „Ant-Mana”).

Czas na TOP 5:

5. „Incredible Hulk”

Hulk to trudny bohater, o czym boleśnie przekonał się Ang Lee, który w 2003 roku spektakularnie poległ w swojej reżyserskiej próbie opowiedzenia historii zielonego stwora. Czy możliwe jest więc nakręcenie ciekawego filmu o tej postaci?

Jak najbardziej – dokonał tego pięć lat później Louis Leterrier, z ogromną pomocą grającego tytułową rolę Edwarda Nortona. Ten wybitny aktor udanie pokazał walkę profesora Bannera z drzemiącym w nim Hulkiem, wyzwalanym pod wpływem gniewu. Kluczem do sukcesu okazało się opowiedzenie historii nie stwora, a człowieka. Jednocześnie skupienie na psychologii postaci nie wpłynęło na wybitnie rozrywkowy charakter filmu.

4. „Avengers”

Do dziś najbardziej kasowy obraz z MCU, trzeci pod względem wpływów film w historii. Jednocześnie historia-węzeł, gdzie spotkali się bohaterowie solowych filmów, czyli Iron Man, Kapitan Ameryka, Thor i wspomniany Hulk. Mamy tu ciekawe i dynamiczne interakcje w grupie, mnóstwo humoru oraz niezwykle efektowną akcję – zważywszy na spektakularność pojedynków i rozmach scen walk, jest to chyba najbardziej komiksowy film Marvela.

To też chyba pierwszy film z MCU, przy którego opisaniu pierwszym przychodzącym do głowy słowem jest „komedia”. W kolejnych obrazach, z wyjątkiem „Zimowego żołnierza”, przewaga humoru nad akcją stała się już regułą.

3. „Iron Man”

Od tego filmu wszystko się zaczęło. Nie dość, że fabularnie otwierał on MCU, wprowadzając na planszę pierwszych bohaterów tej historii, to jeszcze sukces kasowy „Iron Mana” pozwolił Marvelowi z optymizmem patrzeć na swoje dalsze plany i snuć je ze sporym rozmachem. Gdyby ta historia nie podbiła serc widzów, MCU zapewne umarłoby, zanim jeszcze zdążyłoby rozwinąć skrzydła.

Robert Downey Jr. idealnie odnalazł się w roli alkoholika, playboya, geniusza, miliardera i filantropa Tony’ego Starka, potentata na rynku produkcji broni, który ostatecznie przywdziewa zbroję Iron Mana i staje się obrońcą światowego pokoju. Oto historia o odkupieniu, której bohater lubi sobie golnąć, tryska humorem i ma niewyparzoną gębę – w dużym skrócie Iron Man to taki Batman, ale bez dziecięcej traumy i z dużo luźniejszym podejściem do życia.

Film ten nadał ton całemu MCU, bo z jego powodu kolejne obrazy, przynajmniej w większości, musiały wpisywać się w model dobrze wyważonej mieszanki efektownej, wciskającej w fotel akcji i wyciskającego łzy humoru.

2. „Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz”

Zgadza się. Pierwszy film o Kapitanie Ameryce uważam za najsłabszy w całym MCU, drugi zaś za niemalże najlepszy (a może i najlepszy, bo są dni, gdy stawiam go na równi ze „Strażnikami…”). To był szok – oto kiczowaty bohater z gatkami w kolorach amerykańskiej flagi trafia do szpiegowskiego thrillera i wbija w fotel niesamowitą choreografią scen walk. Kapitan Ameryka naprawdę kopie tyłki – kto by pomyślał…

„Zimowy żołnierz” to film w MCU wyjątkowy, bo najdalej odchodzący od przyjętego powszechnie tonu – jasne, i tu nie zabrakło humoru, w końcu to lekki blockbuster, sama atmosfera upadającej T.A.R.C.Z.Y. i kryzysu wywiadowczego, sceny, w którym Kapitan ściera się z przeciwnikami na pięści, to jednak inna jakość, w porównaniu choćby do „Avengers”. Jeżeli odjąć cybernetyczną rękę Zimowego żołnierza i wspomagane umiejętności Kapitana, wyjdzie nam po prostu świetny film sensacyjny, z ciekawym wątkiem szpiegowskim i podwójnymi agentami.

Sam się sobie dziwię, że teraz lubię tę postać.

1. „Strażnicy Galaktyki”

Marvel, posiadający w swoim katalogu około 5000 postaci, postanowił nakręcić film, w którym wśród głównych bohaterów są szop i gadające (choć znające tylko jedno zdanie) drzewo, a czołowa postać tańczy sobie na obcej planecie w rytm przebojów z lat 70. Szaleństwo! I za to pokochaliśmy „Strażników Galaktyki”.

To film o komiksowych herosach, ale jednocześnie jedna z najlepszych komedii ostatnich lat, pełna scen tak nieprawdopodobnie zwariowanych (taneczny pojedynek), że robią większe wrażenie niż jakiekolwiek efektowne mordobicie. Przy okazji jest to też wspaniały hołd dla Kina Nowej Przygody, kręcona z rozmachem kreacyjnym space opera, sprawiająca, że wielu z nas przypomniało sobie pierwsze seanse „Gwiezdnych wojen” czy „Indiany Jonesa”.

Podobnie jak w historii o słynnym archeologu, i tutaj kamieniem węgielnym sukcesu jest doskonale obsadzony aktor, czyli Chris Pratt, który zagrał Star-Lorda. Zresztą nie bez powodu zaraz po wejściu „Strażników…” do kin aktora tego zaczęto widzieć jako następcę Harrisona Forda, który mógłby udźwignąć ciężar stania się nowym Indianą, a nawet Hanem Solo. Swoje predyspozycje do tego rodzaju kina potwierdził zresztą udanym występem w „Jurassic World”.

„Strażnicy Galaktyki” byli takim szokiem, takim objawieniem, filmem tak radosnym i dającym taką rozrywkę, że zostawili w kinie niemalże wszystkie wielkie widowiska ładnych paru lat (poza „Mad Maxem: Na drodze gniewu” i „Pacific Rim”). Dlatego najbardziej niecierpliwie czeka się nie na „Captain America: Civil War” czy „Dra Strange’a”, ale właśnie na drugą część opowieści o szopie i drzewie.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 9

Dodaj komentarz »
  1. MCU? kto nazywa tak i gdzie????

    Po za Guardians of Galaxy ktore powstaly w okresie odprezenia i pkojowych hippisow, pozostale produkty Marvela to cienko zawoalowana propaganda anty..(tu wpisz nazwe konfliktu lub zimnowojennego wroga)

  2. Każdy, wszędzie. Marvel Cinematic Universe – tak oficjalnie nazywa się ta seria filmów.

  3. Bardzo dobry artykuł. Akurat lista trafiła w pełni w moje gusta, może poza Hulkiem, który jako postać nigdy jakoś specjalnie mnie nie interesował. Za to zgadzam się z resztą rankingu w 100%. Po pierwszym filmie Captain America wydawało mi się, że w ogóle nie dadzą rady udźwignąć tej postaci i będą flaki z olejem – nic się nie da zrobić. Wtedy zobaczyłem dobre recenzje Zimowego Żołnierza i poszedłem do kina i… wgniotło mnie w fotel 🙂 Wg mnie najlepszy film uniwersum jak do tej pory. Na równi stawiam go z Strażnikami, choć sądzę że to jednak dwa różne „kina”, ale równie dobre 🙂

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Marvel Cinematic Universe tak …to franczyza i znak towarowy nie seria filmow

  6. Panie Marcine!
    Dlaczego Ang Lee poległ na swoim Hulku??!

  7. FILANTROPNINISTA – zwolennik ruchu pedagogicznego na rzecz oświaty, propagującego kształcenie także wśród niższych warstw społecznych oraz zeświecczenie oświaty
    FILANTROP – człowiek wspomagający potrzebujących; dobroczyńca

  8. @Pogo

    Tu ładnie podsumowanie:

    https://www.youtube.com/watch?v=U55NGD9Jm7M

  9. W większości się zgadzam, chociaż tak krytyczna ocena pierwszego „Kapitana” budzi mój sprzeciw. Chociaż 3 akt produkcji jest słaby, to film miał fantastyczny pulpowy klimat opowieści o superbohaterach Złotej Ery, a twórcy świetnie wybrnęli z problemu przedstawienia tak tragicznie kiczowatego bohatera.

    Z kolei „Hulk” jest dla mnie filmem bez stylu. W przeciwieństwie do większości produkcji spod znaku MCU, nie wykorzystuje twórczo żadnego innego gatunku, tylko jest po prostu filmem o zmutowanym superbohaterze. Nic ciekawego. Oczywiście, MCU rozwinęło skrzydła później, ale już „Iron Man” pokazał, że temat superherosa można ugryźć mniej zachowawczo.

  10. Dziękuję za tą recenzję.
    Akurat zastanawiałem się nad obejrzeniem ostatnio Strażników Galaktyki, wybrałem coś innego. A tu czytam taki fajny opis, że przestałem czytać szybko aby nie dowiedzieć się za dużo o tym filmie.
    Obejrzę koniecznie.
    Tak samo obejrzę CAmerica II. Jedynka średnio mi się spodobała, a tutaj widzę, że II znacznie lepsza 🙂 A właśnie szukałem ostatnio dobrego filmu sensacyjnego.
    pozdrowienia 🙂