Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego

31.08.2015
poniedziałek

Wes Craven nie żyje

31 sierpnia 2015, poniedziałek,
Źródło: wescraven.com

Źródło: wescraven.com

W wieku 76 lat odszedł jeden z najważniejszych reżyserów filmowej grozy, twórca „Koszmaru z ulicy wiązów” i „Krzyku”, które jak żadne inne dzieła zasługują na miano kultowych. Wes Craven przegrał walkę z rakiem mózgu.

Choć Craven nie był moim ulubieńcem, a „Krzyk 4” uważam za film po prostu słaby – ani nie można negować wpływu Cravena na gatunek filmowej grozy, ani ja nie mogę zaprzeczać, że jego obrazy były dla mnie jednymi z ważniejszych filmowych doświadczeń lat młodości.

Doskonale pamiętam, jak „Koszmar z ulicy wiązów” leciał w telewizji, późną porą, gdy ja już powinienem spać, a zamiast tego oglądałem film po kryjomu, przez szparę uchylonych drzwi do swojego pokoju. Pamiętam upiorną rymowankę, makabrycznego Freddy’ego i jego ostrza, jego charakterystyczny sweter i ten kapelusz. I mimo iż nie miewałem z jego powodu koszmarów, z pewnością bałem się demonicznego mordercy ze snów. I mimo iż filmy te oglądałem dawno, dawno temu, wciąż mam w głowie wiele kultowych scen – to najlepiej świadczy o tym, jak głęboko wryły się one w moją pamięć. W końcu były to jedne z pierwszych horrorów, jakie oglądałem, a Freddy był zdecydowanie najstraszniejszym z filmowych monstrów, bo nie można było ukryć się przed snem.

„Krzyk” oglądałem już w innych czasach, mając lat naście, więc odbierałem ten film zupełnie inaczej. Mogłem go docenić – pokazano mi, jak można grać historią, jak opowieść może być świadoma siebie i gatunku, w którym jest snuta, jak widz może być przez reżysera wodzony za nos i zaskakiwany. To było odkrycie, zwłaszcza dla kogoś, kto dopiero wchodził w świat fikcji literackiej i zaczynał inaczej widzieć filmy.

Wes Craven w ostatnich latach milczał (teraz, chyba, wiemy dlaczego), ostatnim jego projektem był wspomniany na początku „Krzyk 4” z 2011 roku. Słaby, tak, ale miał swoje plusy, już pierwsza scena dobitnie pokazywała, że jest to obraz kręcony przez kogoś doskonale znającego konwencję i potrafiącego bawić się widzem.

Freddy Krueger

Freddy Krueger

Historie tego mistrza grozy, rzecz jasna, będą żyć dalej, sam „Krzyk” powrócił zresztą niedawno w postaci serialu od MTV, który przynajmniej w pierwszych odcinkach robił całkiem dobre wrażenie. Choć i bez takiego „odgrzewania” starych historii Craven da sobie radę.

Ja chyba dzisiaj obejrzę „Koszmar z ulicy wiązów”.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Wieczne odpoczywanie…
    Z pierwszego Freddy’ego najbardziej pamiętam scenę z ludożerczym łóżkiem. Cała seria dla mnie taka sobie, choć Freddy był jednym z ulubionych koszmarków mojego dzieciństwa (obok Eddiego, maskotki Iron Maiden)