Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego

17.10.2015
sobota

Polski dubbing – wszystkie grzechy

17 października 2015, sobota,

avengers_age_of_ultron_2015_movie-wideNa DVD i Blu-Ray właśnie trafił film „Avengers: Czas Ultrona”. Tradycyjnie już dla produkcji komiksowych możemy usłyszeć, jak superbohaterowie przemawiają płynną polszczyzną. Sęk w tym, że niekoniecznie powinniśmy chcieć, bo jakość rodzimego dubbingu często pozostawia wiele do życzenia.

Film najpierw obejrzałem z oryginalną ścieżką dźwiękową, tak jak w kinie. Wprawdzie „Czas Ultrona” nie jest tak dobry jak pierwsi „Avengers”, w porównaniu do „Kapitana Ameryki: Zimowego żołnierza” czy „Strażników Galaktyki” wypada wręcz blado, niemniej może bawić, bo to kawał porządnego kina rozrywkowego. Joss Whedon i ekipa popełnili błąd przepakowania kontynuacji wszystkim, co nawinęło im się pod ręce, tak aby była większa, głośniejsza i bardziej zabawna niż poprzedni film o grupce herosów. W tym wypadku jednak przybytek przyprawił widza o ból głowy.

Tyle z grzechów twórców „Czasu Ultrona”. Niestety, w wydaniu Blu-Ray, które oglądałem, swoje dołożyli Polacy, a dokładnie ekipa odpowiedzialna za wersję z dubbingiem.

Źródło: Galapagos

Źródło: Galapagos

Polski dubbing to w ogóle temat rzeka. Od czasów „Shreka” wiemy, że potrafimy zrobić go świetne, wybitnie wręcz. Każdy, kto oglądał i słuchał jednak choćby „Hobbita”, zdaje też sobie sprawę, że dobór aktorów bywa kuriozalny (buczący Wiktor Zborowski jako Gandalf), jak i niektóre decyzje, choćby Michael Pena, Latynos, który w „Ant-Manie” nawijał… śląską gwarą! Często bywa dobrze, pozytywne przykłady to dubbing w serii o Harrym Potterze, a ze świeżynek: naprawdę udany dubbing w „Strażnikach Galaktyki”, gdzie popisywali się Jacek Rozenek jako Star Lord i Jacek Braciak, czyli głos szopa Rocketa.

„Avengers: Czas Ultrona” to zaś przypadek szczególny. Dobór głosów – z początku nieco drażniący, można się jednak przyzwyczaić. O co więc chodzi? O zmiany w dialogach. Duże, nie zawsze uzasadnione tym, że trzeba dopasowywać ruch warg aktorów do wypowiadanych słów. To można by zrozumieć, to coś koniecznego, dlaczego jednak zmieniać słowa bohaterów, gdy nie trzeba tego robić, bo jego ust po prostu nie widać? Czy w ogóle powinno się to robić? Nie.

„Czas Ultrona” w wersji polskiej okrojony jest z wielu ciekawych, rozbudowujących postaci wypowiedzi, choćby w wątku Czarnej Wdowy, która zachęcona do podniesienia młota Thora w oryginale odpowiada, że kwestia bycia godnym władania tą bronią nie jest pytaniem, na które chce/musi poznać odpowiedź. Wersja polska? Podziękowała, bo „i tak nie zmieściłby się do torebki”. Albo Hawkeye, żartujący z zastrzelenia Quicksilvera, mamroczący do siebie, że gdy ostatni raz widział chłopaka, Ultron na nim siedział. Wersja polska? Ultron rzucał w niego trolejbusem.

Oczywiście, zwłaszcza to ostatnie to tak naprawdę pierdółka. Ale pytanie brzmi, po co był ten trolejbus? Ust Hawkeye’a nie widzieliśmy, mógł więc po polsku powiedzieć, co chciał. Dlaczego więc jego wypowiedź zmieniono? Dlaczego twórcy dubbingu uznali, że mają do treści „Czasu Ultrona” większe prawo niż Joss Whedon? Takich przykładów w filmie jest mnóstwo.

Zadaniem tłumacza jest przełożenie, wierne, treści z języka obcego na język odbiorcy. Od czasu do czasu wymaga to zmian, jak choćby dostosowanie frazeologii. Każdorazowo odejście od oryginału musi być jednak uzasadnione, inaczej dostajemy inne dzieło, niż chciał je nam przekazać jego oryginalny twórca.

Warto o tym pamiętać. Bo ja osobiście chciałem obejrzeć film Josa Whedona, a nie panów Kowalskiego czy Nowaka.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Głosy w „Strażnikach galaktyki” były dobrane dobrze, ale z treścią też różnie bywało. Usunięto sporo nawiązań (Pollock, John Stamos), a dowalono „Arnoldem gubernatorem”.