Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego

18.11.2015
środa

„Igrzyska Śmierci: Kosogłos. Część 2” – zdecydowanie najlepsza część serii

18 listopada 2015, środa,

Źródło: Forum FilmFinał niezwykle popularnej serii filmów, opartej na bestsellerowym cyklu powieści Suzanne Collins, nie zawodzi. „Kosogłos. Część 2” to film zupełnie inny od pierwszych „Igrzysk Śmierci”, a przede wszystkim dużo lepszy.

Długą drogę przeszła Katniss Everdeen, czyli dziewczyna, która w „Igrzyskach Śmierci” zgłosiła się, by zastąpić swoją młodszą siostrę w tytułowym show. Wysłano ją wtedy na arenę, gdzie miała walczyć na śmierć i życie z grupą swoich rówieśników. Ostatecznie stała się jednak twarzą rewolucji przeciw rządowi tyrana Snowa, do czego dojrzewała w drugim filmie, „W pierścieniu ognia”. Trzecia odsłona sagi, „Kosogłos. Część 1”, wprowadzała nas w świat rebeliantów (i wojennej propagandy), dla których Katniss stała się duchowym (bo nie faktycznym) przywódcą.

„Kosogłos. Część 2” to bezpośrednia kontynuacja wydarzeń z poprzedniego filmu, w zasadzie jego brakujące minuty, bo przecież przed rokiem w kinach wszyscy czuliśmy, że dostaliśmy ledwie preludium do pełnoprawnego dzieła. Resztę zobaczycie teraz – i będzie tego naprawdę, naprawdę dużo, bo z niewiadomych przyczyn filmowcy tak podzielili „Kosogłosa”, że pierwsza część była nudnawa i rozciągnięta, druga natomiast przepakowana jest zwrotami akcji. Przez to też i ten film, choć bardzo ekscytujący i trzymający widza na krawędzi fotela, nieco się ciągnie. Paradoks.

Prawda jest jednak taka, że w kinie czuje się powolny upływ czasu. Głównie dlatego, że na ekranie dzieje się tak dużo: „Kosogłos. Część 2” to niekończąca się seria efektownych scen, dramatycznych ucieczek, pojedynków i śmierci bohaterów, aż do niezwykle gorzkiego finału, do którego zanim dojdziemy, będziemy obserwować upadek niemalże wszystkich ideałów, za które walczyła nasza bohaterka. To nie jest już opowieść o ładnej dziewczynie i dwóch zakochanych w niej na zabój chłopakach, gdzie w tle mieliśmy przygodową akcję; ten film jest mroczny, ciężki od przygnębiającego klimatu i grozy, skupiający się na ludzkim okrucieństwie, bezwzględności polityków i na tym, jak władza korumpuje i jakie granice może przekroczyć ktoś, kto albo jej broni, albo o nią walczy.

Nie oznacza to, że w „Kosogłosie. Części 2” nie uniknięto niedorzeczności – cała idea miasta zamienionego w arenę Igrzysk za pomocą tysięcy przekombinowanych pułapek jest idiotyczna, a sam pomysł przygotowania czegoś takiego upada przy najdelikatniejszej próbie wniknięcia w jego logikę. W ogóle fabuła to taka gra komputerowa, gdzie bohaterowie przechodzą kolejne poziomy, unikając pułapek i zbliżając się do Wielkiego Bossa.

Źródło: Forum Film

Źródło: Forum Film

Jednocześnie jednak „Kosogłos” ociera się tu o wielkość. Nie osiąga jej, film nie jest arcydziełem, ale widać, że nie można już traktować go jako spadkobiercy serii o Harrym Potterze czy „Zmierzchu” – tej fabule bliżej do przygnębiająco gorzkich wizji Paola Bacigalupiego niż do jakiejkolwiek popularnej serii fantastycznej dla młodzieży. Jeżeli nie czytaliście książek, finał Was zaskoczy, zszokuje może, bo z pewnością nie tego będziecie się spodziewać po kinie Young Adult. W tym momencie jednak docenicie tę opowieść, a raczej drogę, jaką pokonała, by dojść do takiego zakończenia. (Choć zakończenie na łące należy tu pominąć – jako całkowicie zbędny krok w kierunku sielankowego happy endu, zupełnie niepasujący do reszty filmu).

„Kosogłos. Część 2” wyraźnie pokazuje nam, jak wielki potencjał miała ta opowieść, bo też właśnie w tym filmie twórcy byli najbliżej jego osiągnięcia. To naprawdę dobre kino.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Nie oceniam tego filmu tak pozytywnie, jak autor bloga. Moim zdaniem, jest wyjątkowo nudny, a dynamicznych scen i zwrotów akcji w nim jak na lekarstwo. Za to mnóstwo nużącego ględzenia w czterech ścianach, jakby to była „Moda na sukces”, a nie film przygodowy. Wynudziłem się straszliwie, jedyne co ratuje ten film, to uczestnictwo w nim kilku prawdziwych aktorów, na których można patrzeć bez bólu zębów (Hoffman, Sutherland, Moore).