Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego

23.11.2015
poniedziałek

Filmy niedocenione: „W stronę słońca”

23 listopada 2015, poniedziałek,

87398cc7-6fb3-4003-80f0-a8f409075a86_f0c352a3_imageListę wartych uwagi filmów z ostatnich lat, które z jakichś względów nie trafiły do szerokiej publiki, kontynuujemy obrazem „W stronę słońca” w reżyserii Danny’eg Boyle’a. Oto jedna z najlepszych filmowych historii SF w ogóle.

Boyle’a kojarzycie. Nazwisko wyrobił mu „Trainspotting”, później przypomniał o sobie „Niebiańską plażą” z młodziutkim Leonardem DiCaprio, a w końcu podbił serca miłośników horrorów i zombie, kręcąc „28 dni później”, czyli arcydzieło gatunku. Jego pozycję w świecie filmu ugruntował „Slumdog. Milioner z ulicy”, który nagrodzono Oscarem w najważniejszej kategorii, później były jeszcze „127 godzin” z Jamesem Franco (sześć nominacji do Oscara), a teraz możemy oglądać „Steve’a Jobsa”, ze scenariuszem Aarona Sorkina i główną rolą Michaela Fassbendera – i tu zanosi się na worek nominacji do nagród Akademii.

Przed „Slumdogiem…” Danny Boyle nakręcił jednak jeszcze „W stronę słońca”. Film pechowy, bo skrót jego fabuły prezentuje się następująco: Słońce gaśnie, więc ludzie wysyłają najlepszych z najlepszych z misją jego „odpalenia”, co ma być osiągnięte poprzez potężny wybuch w sercu gwiazdy.

Głupie, prawda? Do bólu amerykańskie, a do tego kojarzy się z koszmarkiem, jakim było młodsze o kilka lat „Jądro Ziemi”, czyli film, o którym Aaron Eckhart, Hilary Swank i cała jego ekipa chcieliby jak najszybciej zapomnieć. (Ale się nie da. Nigdy. Tak – było tak złe).

Sęk w tym, że „W stronę słońca” głupi nie jest. To całe wysadzanie to nie wyłącznie wymysł scenarzysty Alexa Garlanda (ten, który niedawno nakręcił „Ex Machinę”), ale efekt konsultacji z naukowcami, którzy powiedzieli: Jest taka cząsteczka, dokładnie zaś istnieje hipoteza co do jej istnienia. Jeżeli założymy, że jest ona prawdziwa, całe to gaśnięcie i „odpalanie” jak najbardziej ma sens. To nie wszystko – przyjrzyjcie się scenografii, rekwizytom, doborowi załogi, całej oprawie filmu, a dostrzeżecie filmowy świat kreowany z niezwykłym pietyzmem, z obsesyjnym dbaniem o szczegóły. Film SF, który jest tak realistyczny, jak tylko się da. Uważni fani to docenili.

Dlaczego reszta nie? Bo „W stronę słońca” to SF według Boyle’a, czyli nie akcja i kosmici, a budowana z pomocą muzyki i gry świateł niesamowita atmosfera – coś dla Boyle’a charakterystycznego. Uwielbia on promienienie słońca, długie ujęcia, w których słychać tylko muzykę. Pod wieloma względami ten film to Boyle podstawowy, obraz, w którym wszystkie jego reżyserskie pasje, wszystko, co tworzy jego styl, zostało uwypuklone. Słońce w tym filmie to dodatkowy bohater, który ma relację z załogą.W stronę słońcaWe „W stronę słońca” znajdziecie coś więcej niż realistyczne tło SF i piękne zdjęcia. Scenariusz napisał Alex Garland, o którym wspominałem. (Dodać należy, że to on stoi za „28 dniami później”, to też dzięki niemu doczekaliśmy się świetnego „Dredda 3D”). Nie wpisał w tę historię kosmitów, nie dodał niczego nadprzyrodzonego, trzymał się realizmu, co dało nam zaskakujące zwroty akcji i bardzo dobry finał.

Łącząc siły z Boylem, który dobrał naprawdę dobrą obsadę (no, może poza Chrisem Evansem), zaludnił też statek kosmiczny świetnymi postaciami (Kaneda!), zbudował im przeszłość, pasje, osobowość. To naprawdę wzorcowo opowiedziana historia.

Jak można było tego filmu nie docenić? Może publika po prostu odrzuciła jego założenia? Bo jeżeli zajrzycie na jakąkolwiek listę najlepszych albo właśnie niedocenionych obrazów SF XXI wieku, z pewnością znajdziecie tam ten film.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. Często widzę komentarze odnośnie tego filmu w podobnym tonie – o braku zauważenia i właściwego docenienia. Istotnie moim zdaniem jest to bardzo dobry obraz, świetne kino SF w stylu, który rzadko się spotyka. Główne atuty to bardzo dobra obsada i kreacja postaci – praktycznie każdego bohatera pamięta się długo po obejrzeniu seansu, są bardzo wyraziści i realni. Świetne zdjęcia i muzyka oddają piękno oraz skrajne niebezpieczeństwo przestrzeni kosmicznej dla człowieka. Wreszcie samo Słońce – jedno z bohaterów filmu. Niestety film ma jedną olbrzymią wadę, w czy tkwi jak podejrzewam tajemnica jego niedocenienia – kiepskie zakończenie. Moim zdaniem twórca ie miał na nie pomysłu co bardzo rzuca się w oczy oglądając finalne sceny. Niemniej film bardzo dobry i warty obejrzenia.

  2. Zgadzam się z treścią artykułu, a jeszcze bardziej z komentarzem @mordin. Film ogląda się znakomicie, do momentu zakończenia, które psuje dobre wrażenie. Mimo to, oceniam ten film jako bardzo dobry.

  3. Końcówka faktycznie zostawia lekki niedosyt, ale film na prawdę wciąga. Podobała mi sie zwłaszcza rola Cilliana Murphego jako fizyka.

  4. Solidne kino, ale rzeczywiście miałem lekki niedosyt po zakończeniu seansu. Trochę zbyt dużo w tym filmie uproszczeń.