Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego

14.12.2015
poniedziałek

Seriale fantastyczne, które warto oglądać. Część 2: Fantasy

14 grudnia 2015, poniedziałek,

game-of-thrones-the-mountain-and-the-viper_article_story_largeKontynuujemy przegląd fantastycznych produkcji telewizyjnych. Zaczęliśmy od horroru, teraz zaś przyszedł czas na seriale fantasy. Wybór ciekawy produkcji na tym polu, niestety, pozostawia wiele do życzenia.

Ciekawa sprawa: spośród trzech rodzajów fantastyki, czyli science fiction, horroru i fantasy, na polu literatury najpopularniejszy jest ten ostatni. Książek tego rodzaju publikuje się najwięcej, mają one też zdecydowanie większe nakłady niż pozycje z półek SF czy groza. Tymczasem na małym ekranie fantasy ma najmniejszą reprezentację, a co istotniejsze – najmniej znajdziecie w tej grupie seriali wartych Waszego czasu.

A przecież jeszcze jakiś czas temu magia i stwory rządziły telewizją, wystarczy przypomnieć szalenie popularne u nas „Herculesa” i „Xenę: Wojowniczą księżniczkę”, a także cały szereg klonów, próbujących dotrzeć do tej samej publiki: „Roar”, „Władca zwierząt”, „Conan” czy „Młody Hercules”. Dlaczego więc skoro każdego dnia przybywa nam kolejnych szalenie popularnych serii książkowych, nie dostajemy choćby mnóstwa ich małoekranowych ekranizacji?

Odpowiedzi są dwie. Pierwsza: bo fantasy jest drogie, przynajmniej to najpopularniejsze, bo wymaga animacji stworów, kręcenia wielkich scen batalistycznych czy kreowania nowych światów. Druga: dostajemy różne seriale, ale ich poziom… Może powiem tylko, że w przypadku „Miecza prawdy” wytrzymałem ledwie kilka odcinków, choć już od pierwszego miałem ochotę rzucić tę historię, jako ewidentnie skierowaną do dzieci.

Gra o tron

Gra o tron

„Gra o tron” odniosła tak oszałamiający sukces z wielu powodów. Jednym z głównych jest jednak fakt, że dorośli miłośnicy fantasy wreszcie dostali serial taki jak książki, które najbardziej kochają: nie infantylny, nie ugrzeczniony, ale krwawy, mroczny, pełen akcji i zdecydowanie skierowany do osób powyżej osiemnastego roku życia. Na tym polegała cała ta rewolucja: telewizja dogoniła w dojrzałości książki.

Do dziś serial HBO pozostaje najlepszym, co fani gatunku mogą znaleźć na małym ekranie. Podstawa w postaci serii książek George’a R.R. Martina to historia stworzona po to, by być popularną: seks, krew, smoki, bitwy, rycerze, lodowe zombie, magowie, skrytobójcy i bardzo, bardzo zaskakujące zwroty akcji skutecznie utrzymują nasze zainteresowanie. Serial dołożył do tego wyśmienitą obsadę, chyba najlepszą, patrząc całościowo, spośród wszystkich telewizyjnych produkcji, a także realizację na filmowym poziomie – wprawdzie bitw rodem z „Władcy Pierścieni” się tu nie kręci, nie ten budżet, ale kostiumy, efekty specjalne, plany i scenografie są oszałamiające.

Z poziomem bywa różnie, ale też wątków jest tu tyle, że cudem byłoby utrzymanie wysokiego napięcia w każdym z nich. Dlatego „Gra o tron” niekiedy zwalnia, głównie właśnie z powodu olbrzymiego rozbudowania, co widzom nie zawsze się podoba. Prawda jest jednak taka, że i tak kochają ten serial i wyczekują nowej serii.

Wikingowie

Wikingowie

Niewiele, jeśli w ogóle, „Grze o tron” ustępują „Wikingowie”. Jak to? – zapytacie – co produkcja History robi w tym zestawieniu, w końcu tu ani smoka, ani zombie nie uświadczymy. Zgodzę się z Wami – fantastyki za wiele tu nie ma. Ale…

Ale, zwłaszcza w drugim i trzecim sezonie, rola przepowiedni, wizji przyszłości i przeznaczenia wypowiadanego w formie wróżb znacząco rośnie. Zauważyliście, że choć widzący Wikingów mówi zagadkami, ostatecznie okazują się one stosunkowo dokładnymi zapowiedziami przyszłych wydarzeń? Nawet Sigrid przepowiadała Ragnarowi los ich dzieci. I tak jak w przypadku księdza można dyskutować, czy jego objawienia to coś nadprzyrodzonego, czy wytwory jego umysłu, tak przepowiadanie przyszłości ma w „Wikingach” jak najbardziej miejsce. Dodatkowo w pewnym momencie naszych bohaterów odwiedza postać, która wedle wszystkich sugestii jest Odynem!

Poza tym – komu jak komu, ale fanom fantasy estetyka miecza i topora przypadnie do gustu.

I proszę, oto nasza lista seriali fantasy estetycznie zbliżonych do najpopularniejszych historii książkowych tego gatunku. Dwie pozycje, w tym jedna naciągana.

Galavant

Galavant

Do zestawienia trzeba jednak dorzucić „Galavanta”, czyli komediowy musical, z akcją osadzoną w klasycznym świecie fantasy. Klasycznym aż za bardzo, bo produkcja ta stanowi parodię opowieści o wojownikach, królach, księżniczkach, magach i pogromcach smoków.

To serial wyjątkowo udany, szalenie zabawny i niezwykle umiejętnie grający z kliszami fantasy i historii o dzielnych rycerzach. Smoków na chwilę obecną w nim nie uświadczymy, w ogóle elementów nadprzyrodzonych wiele nie znajdziecie, ale koneserzy gatunku z pewnością docenią inteligentną grę ze schematami.

Jonathan Strange & Mr Norrell

Jonathan Strange & Mr Norrell

Prawdziwą gratką dla koneserów będzie jednak przede wszystkim brytyjski „Jonathan Strange & Mr Norrell”. To siedmioodcinkowa fabuła, pełna magii – traktuje o dwóch tytułowych czarodziejach, żyjących w XIX-wiecznej Anglii, spierających się co do roli sztuk nadprzyrodzonych w społeczeństwie. Choć główna fabuła opiera się na historii tajemniczego Króla Kruków, jego proroctwie oraz na walce z demonicznym elfem.

Dla mnie to nie tylko najlepszy serial mijającego roku, ale w ogóle jeden z najlepszych seriali, jakie widziałem. Jest to ekranizacja serii powieści Susanne Clarke, przebijająca poziomem oryginały, bo wzbogacająca tę historię o elementy grozy, wycinająca też co nudniejsze fragmenty książkowej opowieści. „Gra o tron” to to nie jest – to zupełnie inne fantasy, ale też nie brakuje naprawdę efektownych scen, znajdzie się nawet trochę scen wojennych.

Dawno, dawno temu

Dawno, dawno temu

Do listy seriali fantasy trzeba dodać także dwoje przedstawicieli produkcji opartych na motywach baśni i bajek. Pierwszy, „Grimm”, zbliża się jednak nader często do horroru, stąd trafił na wcześniejszą listę. Pełnokrwistym fantasy jest za to „Dawno, dawno temu”, czyli tocząca się dwutorowo opowieść o znanych z bajek, baśni i legend postaciach, które trafiają do naszego świata.

Moja ocena tej produkcji nie jest jednoznaczna. Pierwszy sezon podobał mi się bardzo – umiejętnie łączono tu wątki z przeszłości (z krainy czarów) z tymi współczesnymi (z małego miasteczka, w którym Zła Królowa uwięziła magiczne istoty, czyszcząc im pamięć, by nie pamiętały o swojej prawdziwej tożsamości). Z czasem jednak wątki romansowe zaczęły dominować, sama fabułą był też prowadzona trochę gorzej. W efekcie obecnie nie jestem wielkim fanem, ale też z drugiej strony – to wciąż warty uwagi serial.

Zapowiedzi:

W przypadku fantasy trzeba spojrzeć w przyszłość, bo ta rysuje się wyjątkowo ciekawie. Już w styczniu otrzymamy serial „Beowulf”, którego głównym bohaterem będzie znany nam wszystkim legendarny bohater. MTV z kolei szykuje „Shannarę”, czyli kręconą z rozmachem ekranizację serii powieści Terry’ego Brooksa, wielkością świata i klimatem aspirującą do poziomu „Władcy Pierścieni”.

Ja jednak bardziej czekam na „American Gods”, a więc adaptację kultowej powieści Neila Gaimana, a także na „Magicans”, czyli serial o nastoletnich mieszkańcach Nowego Jorku, którzy odkrywają w sobie niezwykłe talenty – tu podstawią byli „Czarodzieje” Leva Grossmana. Powinno być ciekawie.

Za tydzień, 21 grudnia, przyjrzymy się serialom science fiction.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Jest jeszcze „The Last Kingdom”. Sprawnie zrealizowane, oparte na historii o Alfredzie Wielkim i początkach królestwa Anglii. Pomimo tego, że raczej historyczny niż fantasy to i tak dobrze się to ogląda.

  2. Istotnie w „The Last Kingdom” jest tyle fantastyki co w „Wikingach” czyli kwestie przepowiedni oraz przeznaczenia. Swoją drogą seriale te są połączone nazwiskiem Lothbroka – w „The Last Kingdom” występują jego potomkowie. Jakkolwiek lubię tematy wikingów to uważam „The Last Kingdom” za słaby serial i zdecydowanie polecam książkę, na podstawie której został on stworzony (kilkutomowa saga B. Cornwella – jak sam podaje – potomka bohaterów, których opisuje w swojej książce). Książki mimo swojej objętości przyciągają prostotą narracji (pisane w formie pamiętnika, w pierwszej osobie – zupełnie inny styl niż moim zdaniem nadmiernie rozwleczonym, rozdrobiony na dziesiątki bohaterów Martin). Warto podkreślić ciekawy klimat tamtych odległych czasów (IX wiecznej Anglii), odniesienia historyczne, zwłaszcza do postaci Alfreda Wielkiego. Niestety serial zupełnie moim zdaniem nie oddaje walorów książki poczynając od niesamowicie nietrafnie fizycznie dobranego głównego bohatera narratora – bardzo dziwny wybór – w książce Uthreda opisywano jako wysokiego blondyna (co miało znaczenie fabularne, gdyż często poszywał się pod Duńczyka) a w serialu gra niski brunet. Wydaje mi się, że serial zrobiono trochę na siłę celem zdyskontowania mody i popularności na klimaty średniowieczne (Gra o Tron) i Nordyckie (Wikingowie).

  3. A ja jestem na etapie oglądania serialu Battlestar Galactica…na początku było nudnawo…ale teraz okropnie mnie wciągnęło…POLECAM 🙂