Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego

16.12.2015
środa

„Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy” – recenzja [bez spoilerów]

16 grudnia 2015, środa,
Źródło: Disney

Źródło: Disney

Pierwszy film z serii „Gwiezdne wojny” trafił do kin niemal czterdzieści lat temu. Poprzedni mogliśmy oglądać w 2005 roku. 18 grudnia Moc powróci w „Gwiezdnych wojnach: Przebudzeniu Mocy”. Jak J.J. Abrams poradził sobie z legendarną sagą? Całkiem nieźle, choć ewidentnie zbytnio zapatrzył się w dzieło Lucasa.

Od wydarzeń z „Powrotu Jedi” minęło kilkadziesiąt lat – Imperium upadło, ale na jego gruzach wyrósł niemalże bliźniaczy Najwyższy Porządek. Republika wciąż istnieje, podobnie jak Ruch Oporu, choć opowieści o ich wielkich czynach, o Luku Skywalkerze, Gwieździe Śmierci i Jedi zalicza się obecnie do legend. Sam Skywalker od lat się ukrywa, będąc na celu Najwyższego porządku. Film zaczyna się od ataku szturmowców na wioskę na pustynnej planecie Jakku, gdzie ukrywa się droid BB-8, posiadający informacje o kryjówce ostatniego Jedi.

To wprowadzenie do opowieści, reszty nie będę zdradzał. Choć po prawdzie Wy ją znacie. Oto największa wada „Przebudzenia Mocy”: jest to jednocześnie kontynuacja pierwszej trylogii George’a Lucasa, jak i remake „Nowej nadziei”. Tak, zgadza się – w szczegółach się różni, jednak niezaprzeczalnie oglądamy dokładnie tę samą opowieść w nowych szatach. Wyobraźcie sobie, że ktoś wziął scenariusz pierwszego filmu z serii „Gwiezdne wojny”, wyjął kilka elementów (nie te najistotniejsze), a następnie podmienił je na coś nowego. I teraz każe nam się wierzyć, że dostaliśmy oryginalny produkt. Sęk w tym, że powtórek jest tak wiele, że zapomnieć nie sposób.

Do garści krytyki dorzućmy też problemy z tempem, kilka scen absolutnie niepotrzebnych (walka Hana i reszty z monstrami i piratami), przez co „Przebudzenie…” momentami się dłuży – filmowi bardzo dobrze zrobiłoby skrócenie o co najmniej dwadzieścia minut. Nie można też nie wspomnieć o ogromnym zawodzie, jakim jest Najwyższy Wódź Snoke – to postać CGI, grana przez Andy’ego Serkisa, której wygląd pozostawia jednak wiele, wiele do życzenia, co dziwi, bo pod każdym innym względem efekty specjalne w nowych „Gwiezdnych wojnach” to najwyższy światowy poziom.

I teraz najważniejsze: mimo tego wszystkiego „Przebudzenie Mocy” to film, który na pewno może i wielu się spodoba. Jasne, Abrams odegrał tu rolę naśladowcy Lucasa, ale raz, że naśladował dobrze, dwa, że stworzył oszałamiający wizualnie obraz (walki eskadr statków kosmicznych są wspaniałe), a trzy: to wszystko, co dodał, wypadło nad wyraz udanie; mam wrażenie, że widzowie nowi, albo tacy, którzy nie pamiętają „Nowej nadziei”, bawić się będą wybornie.

Źródło: Disney

Źródło: Disney

W „Przebudzeniu Mocy” znajdziecie mnóstwo akcji, ogromną dawkę humoru (tu przoduje postać Finna), niesamowite lokacje i całą grupę nowych bohaterów, których z czasem możecie pokochać tak samo jak Hana, Chewiego czy Luke’a. To Abramsowi udało się w największym stopniu – niezwykle płynnie wprowadził na scenę Rey, Finna, Poe’a, BB-8 i Kylo Rena, którzy będą z nami przez dalszą część tej podróży.

Bo część dalsza nastąpi – tego możecie być pewni. W „Przebudzeniu…” dzieje się wiele, w szerszym rzucie mamy tu jednak do czynienia wyłącznie z rozstawieniem pionków na szachownicy. Na rozpoczęcie prawdziwej rozgrywki przyjdzie nam jeszcze poczekać.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 9

Dodaj komentarz »
  1. Skoro nawet Pan pisze o tym filmie z rezerwą, musi być z nim naprawdę źle. Ale i tak się na niego wybierzemy, niestety, bo to pozycja obowiązkowa dla ludzi z naszego pokolenia 🙂

    P.s. W tekście jest sformułowanie „będąc na celu” – chyba powinno być „na celowniku”.

  2. Jedyny powód, dla którego zdecydowałem się przeczytać tę recenzję było zapewnienie mnie w tytule, ze nie napotkam w tytule żadnych spoilerów.
    Czy to, że bohaterowie będą nam towarzyszyć w kolejnych częściach nie oznacza czasem tego, że w tej części przeżyją?
    TO JEST SPOILER!!!!!

  3. Wprowadzono nowych głównych bohaterów. Naprawdę ktoś sądził, że zostaną oni skasowani w pierwszym filmie? Przeciez choćby postać Oscara Isaaca wiadomo, że wróci w Rogue One. Rey, Fin i Kylo Ren to nowe filary tego uniwersum.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Tak Pan mówi?
    A kto się spodziewał, że Darth Maul zginie od razu w I części? 🙂
    Też miał być taką super postacią, wydawało się, że wątek z nim będzie poza I część i co?

  6. Warzybok narzeka na spoilery po czym sam je robi.

  7. Też uważam, że mówienie, kto przeżyje to spoilery, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że były plotki, iż Adam Driver ma podpisany kontrakt tylko na jeden film. Los Poe Damerona również nie był jasny. I nie widzę szans, by Poe „powrócił” w Rogue One biorąc pod uwagę, że akcja filmu rozgrywa się między III i IV epizodem, więc Poe chyba się jeszcze wtedy nawet nie urodził…

    Z recenzją zresztą też się nie zgadzam. Owszem, jest to w zasadzie remake Nowej Nadziei, ale zupełnie to w niczym nie przeszkadza. Przynajmniej mi. I chyba wszystkim, z którymi rozmawiałem po pokazie. Zgodzę się, że rzeczywiście wspomnianej sceny z Hanem Solo mogłoby nie być. W każdym razie zalety zdecydowanie i bardzo mocno górują nad wadami. Myślę, że na takie Gwiezdne Wojny wszyscy czekali.

  8. To z Rogue mi się pomyliło. Kurde, tyle tych różnych zapowiedzi – wydawało mi się, że to Poe ma być Rogue.

    Przede wszystkim:

    Spoilerem obecnie nazywana jest jakakolwiek informacja o fabule filmu. A przecież spoiler to coś, co może popsuć nam seans. Ja nie zdradzam niczego, co może wpłynąć na odbiór filmu. Nawet to porównanie z Nową nadzieją złapie każdy po obejrzeniu pierwszej sceny, a potem będzie się tylko utwierdzał.

  9. No to w takim razie informacja, że dana postać przeżyje jest spoilerem, bo zdradza fabułę. Zdaję sobie sprawę, że bardzo trudno jest uniknąć jakichkolwiek spoilerów, tym bardziej, że obecnie ludzie potrafią się oburzać (bezsensownie), że spoilerem jest samo stwierdzenie, czy film jest dobry, czy zły. Ale jednak stwierdzenie, że ktoś przeżyje jest, moim zdaniem, jednak spoilerem, zwłaszcza w przypadku Przebudzenia Mocy, gdzie w zasadzie niczego nie można było być na 100% pewnym.

    W zasadzie można się zastanowić, czy za spoiler nie uznać też stwierdzenia, że Przebudzenie Mocy jest w sumie remakiem Nowej Nadziei, bo dzięki temu ktoś może już sobie mniej więcej ułożyć fabułę w głowie. Ale tu aż tak bardzo bym nie naciskał na to, że to spoiler.

    Zresztą podkreślę jeszcze raz – obecnie kwestia tego co jest spoilerem, a co nie, kiedy można, a kiedy nie jest niesamowicie skomplikowana.

  10. Ode mnie, po seansie:
    1) Świetna dziewczyna (główna bohaterka)! Bez wątpienia stanowi ona największy atut tego filmu
    2) Niezły Murzyn, doskonały Han Solo, Księżniczka, fajny robocik „Pan Kuleczka”
    3) Największy dramat filmu, to nowy Vader: rozchwiany emocjonalnie, płaczliwy wymoczek i skarżypyta, który w czasie żałosnych napadów wściekłości niszczy meble, a podczas walki bierze w mordę od byle kogo. Sceny z tym kolesiem totalnie wybijają z opowieści i sprawiają, że chce się odwrócić ze wstydem wzrok od ekranu!!!
    4) Z kolei widok Luka skłania do refleksji, że 30 lat medytacji w jaskini nie chroni przed poważną nadwagą 😉