Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego

28.12.2015
poniedziałek

Seriale fantastyczne, które warto oglądać. Część 4: Ekranizacje komiksów

28 grudnia 2015, poniedziałek,

the-flash-premiere-ratings-cw1W poprzednich tekstach przyglądaliśmy się horrorowi, SF i fantasy. I choć niżej wymienione seriale komiksowe można by przyporządkować do tych grup, jest ich tak dużo i tworzą tak silną kategorię, że musiałem opisać je osobno. Oto finał serialowo-fantastycznego podsumowania.

Skupiamy się na serialach będących ekranizacjami komiksów – to jedna wytyczna selekcji. Drugą byli jednak superbohaterowie, których obecność w danej fabule automatycznie przyporządkowuje ją do półki ze specyficznymi historiami (bo przecież „The Walking Dead” czy „Constantine” pojawili się już w tekście o horrorze, a podstawą dla nich również są historie obrazkowe, nie superbohaterskie jednak). Choć – jak pokaże i ten ranking – są to opowieści prezentujące bardzo szerokie spektrum gatunkowe i stylistyczne.

To właśnie na polu seriali komiksowych w ostatnich latach dokonał się największy przełom jakościowy, to właśnie ta gałąź rynku telewizyjnego w kolejnych miesiącach i latach ma dostarczać nam następnych ekscytujących opowieści. Oto kilka już emitowanych, które warte są Waszej uwagi.daredevil_71422Zacząć trzeba od „Daredevila”, czyli ekranizacji przygód bohatera ze stajni Marvela, wyprodukowanej przez serwis Netflix.

Efekt tego połączenia? Najlepszy współczesny serial komiksowy, jeden z najlepszych seriali ostatnich lat w ogóle, w moim rankingu za rok 2015 zajmujący zaszczytne miejsce 2., tuż za „Jonathan Strange & Mr Norrell”. Netflix wygrał tym, że na małym ekranie pokazał wszystko to, czego hollywoodzkie blockbustery nie mogą wrzucić do swoich kinowych produkcji.

Mamy więc skomplikowaną, wielowarstwową, nieśpiesznie rozwijaną opowieść. Atmosfera jest tu mroczna, krew leje się gęsto, skala historii jest mała, bo ograniczamy się do jednego faceta walczącego z oprychami w jednej z nowojorskich dzielnic. Właśnie – faceta. Tytułowy Daredevil ma wyostrzone zmysły, ale na tym jego zdolności się kończą. Wszystko inne to efekt treningów, więc zamiast efekciarskich potyczek z burzeniem budynków w tle mamy pięknie choreografie mordobić. Olśniewające.

Przy okazji zaś, inaczej niż w filmach kinowych, znalazło się i sporo miejsca dla czarnego charakteru, Kingpina – ten z „Daredevila” przyćmiewa wszystkich przeciwników superbohaterów znanych z wielkiego ekranu.W podobnym tonie utrzymana jest „Jessica Jones”, a więc druga produkcja zespołu Marvel-Netflix. Te same zasady: mała skala, świetna, spokojnie prowadzona fabuła, żadnego efekciarstwa, wspaniały czarny charakter, no i wysoki poziom aktorski.

Różnica w tym wypadku jest taka, że brak mordobić (na pewno nie są tak efektowne jak w „Daredevilu”), ale więcej jest grozy, zwłaszcza w pierwszych odcinkach, gdy przez pryzmat strachu tytułowej bohaterki przyglądamy się jej przeciwnikowi. Wyjątkowo udany zabieg.

Pozostając w poważnym tonie – polecę Wam „Powers”. W tym wypadku za serialem stoi PlayStation, które postanowiło wejść na rynek i zawojować go niecodzienną opowieścią o superbohaterach. W tym świecie oni istnieją, nazywa się ich zaś właśnie Powers. Istnieje też specjalny oddział policji, wyspecjalizowany w zajmowaniu się sprawami, w które owi nadnaturalni herosi i złoczyńcy są zamieszani – właśnie ci funkcjonariusze są naszymi bohaterami. Dokładnie zaś skupiamy się na jednym, który jeszcze do niedawna sam posiadał moce, stracił je jednak w walce z krwiożerczym Wolfem.powers-image-01„Powers” to opowieść o pustce, którą pozostawia sobie wielka moc. Nasz bohater niegdyś był herosem, teraz jest zwykłym człowiekiem – i to go dręczy. Stare życie wciąż kładzie się cieniem na to, co robi, żądza mocy potrafi też go zmienić, co staje się kluczowe w finale sezonu.

Sezonu bardzo udanego, pełnego napięcia i nieoczywistości – innego niż standardowe, czarno-białe opowieści o superherosach. „Powers” to historia dojrzała, która nie idzie przewidywalnymi ścieżkami. Sharlto Coopley i jego gra jest zaś tu wisienką na torcie.600089Drugim biegunem jeżeli chodzi o, cóż, praktycznie wszystko, są „Agenci T.A.R.C.Z.Y” oraz „Flash”. Pierwszy serial to produkcja fabularnie połączona z Kinowym Uniwersum Marvela, którą rozpoczynają wydarzenia znane z filmu „Avengers”, a która potem nieustannie nawiązuje do kolejnych obrazów z tej serii, na przykład do „Kapitana Ameryki: Zimowego żołnierza”. To historia lekka, rozrywkowa, pełna akcji i humoru, z początku aż nazbyt schematyczna i przewidywalna, z czasem jednak ewoluująca w coś bardziej interesującego.

W „Agentach…” nie ma co liczyć na wybitne kreacje aktorskie czy historie tak dojrzałe jak w „Daredevilu” i „Powers”, ale serial ten buduje naprawdę bogate uniwersum i świetnie uzupełnia się z popularnymi filmami.the-flash-tv-series-2015-posterZ „Flashem” jest podobnie: humor, akcja, efektowność, kiepski początek, a następnie skok poziomu – efekt to naprawdę udana telewizyjna rozrywka. Schematycznie jest to mieszanka „potwora tygodnia”, czyli opisu starć Flasha z kolejnymi monstrami, z większą opowieścią o nim samym i jego wrogach. I gdy te drugie wątki zaczynają przeważać, poziom wyraźnie zwyżkuje.

Siłą „Flasha” są jednak jego bohaterowie, niezwykle sympatyczni, przez co z miejsca chce się śledzić ich losy. Oraz humor i lekkość opowieści – to serial świadomy swojej komiksowości, bardzo dbający o fanów i smaczki dla nich, funkcjonujący w szerszym kontekście popkulturowym (mnóstwo nawiązań do innych filmów czy seriali). Jednocześnie jednak, gdy pojawia się taka konieczność, „Flash” doskonale potrafi udźwignąć sceny poważne i wzruszające – to rzadkość.

Oto więc rynek ciekawych seriali komiksowych: „Daredevil”, „Jessica Jones”, „Powers”, „Agenci…” oraz „Flash”. Tych wartych uwagi, rzecz jasna, bo mamy też choćby „Gotham” i „Arrow”, które jednak mnie nie przekonują, zwłaszcza ten pierwszy. Z czasem lista ta na pewno się wydłuży, dojdą kolejne sezony, najbardziej niecierpliwie czekać trzeba zaś na nowe produkcje Marvela i Netflixa.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop