Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego

3.02.2016
środa

Nie ma ról dla starszych ludzi?

3 lutego 2016, środa,
Źródło: Monolith Films

Źródło: Monolith Films

Film „Co Ty wiesz o swoim dziadku?” to szalenie zabawna, absurdalna, sprośna i odważna komedia. Nie sposób jednak nie odczuć dyskomfortu, gdy widzi się pajacującego i masturbującego się na ekranie Roberta De Niro.

Minęły już czasy, gdy „American Pie” wyznaczało pewne granice tego, jak wiele sprośnych żartów można wcisnąć do filmu skierowanego do szerokiej publiki. Teraz nie obejdzie się bez ujęć penisów, ogólnej golizny, całych serii słownych wiązanek, od których szewcom więdną uszy, a nawet żartów z pedofilii. Kontrowersja stała się synonimem dobrego marketingu, a widownia, której się nie szokuje, to widownia znudzona.

W swoim debiucie reżyserskim scenarzysta głośnego „Borata” i mniej głośnego, ale jeszcze bardziej obrazoburczego „Brüno” wyznacza – możemy być pewni – nowe standardy tego, jak od teraz wyglądać będą komedie dla dorosłych.

W skrócie? Zaczyna się od pogrzebu babci, by po chwili przejść do sceny „wyzwolonego” dziadka, którego wnuczek nakrywa na masturbacji – jęki z lecącego w dziadkowym telewizorze mieszają się z odgłosami… charakterystycznymi. Potem jest jeszcze ciekawiej, a symbolem filmu jest scena, w której rzeczony dziadek mówi, że przez czterdzieści lat był wierny babci, więc też chce się „pieprzyć, pieprzyć, pieprzyć!”.

Powtórzmy: film jest zabawny. To prosta, bardzo sprośna i zaskakująca odwagą komedia, coś idealnego na rozluźnienie, dobry powód do rechotu. I pod tym względem trudno „Co Ty wiesz o swoim dziadku?” cokolwiek zarzucić.

Zastąpcie teraz jednak w powyższych opisach słowo „dziadek” Robertem De Niro. Jest coś niewłaściwego w fakcie, że taka legenda pajacuje na ekranie niczym członek obsady „American Pie”, a całą motywacją jego postaci jest chęć zaliczenia studentki ze słabością do starszych panów. Jest w tym coś smutnego.

Jasne, i wcześniej De Niro się wygłupiał, choćby w świetnej małej rólce w „Gwiezdnym pyle”, gdzie paradował w różowej sukience. Tam jednak obsadzono go właśnie ze względu na wizerunek, by przebieranka była dla widza szokiem – tam to miało sens. W „Dziadku” zaś?

Spójrzcie na filmy nominowane do Oscara w najważniejszej kategorii w tej dekadzie. Ludzie starsi są głównymi bohaterami w „Tajemnicy Filomeny”, animowanym „Odlocie” od Pixara i „Nebrasce”, której w Polsce nawet nie pokazywano w szerszej dystrybucji. Wspomnijcie Iana McKellena, Michaela Gambona, Johna Hurta, Roberta De Niro właśnie, Alana Rickmana czy Dustina Hoffmana właśnie. Większe role? W widowiskach fantastycznych, jako czarodzieje i mędrcy; Hoffman utkwił mi zaś w pamięci pajacowaniem w „Poznaj naszą rodzinkę”. Nietrudno o tezę, że – z wyjątkiem Meryl Streep – starszemu pokoleniu aktorów trudno o ciekawe role.

Tylko czekać, aż powstanie hashtag #OscarsSoYoung.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop