Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego

7.02.2016
niedziela

„X-Men: Przeszłość, która nadejdzie” – film w wersji w Polsce niedostępnej

7 lutego 2016, niedziela,

4641863-deckPolski dystrybutor zdecydował się nie wydać u nas „Rogue Cut”, czyli reżyserskiej wersji filmu „Przeszłość, która nadejdzie”. Jest czego żałować?

Filmowe uniwersum grupy superbohaterów nazywanych X-Men stoi za współczesnym sukcesem kina komiksowego w ogóle. Gdyby nie film „X-Men” w reżyserii Bryana Singera, gdyby nie dobre recenzje i przede wszystkim bardzo dobry wynik kasowy, Marvel nie zdecydowałby się na budowę Kinowego Uniwersum Marvela („Avengers”, „Iron-Man” czy „Strażnicy Galaktyki”), co z kolei nie zainspirowałoby DC do ruszenia z własnym, i tak dalej.

Oczywiście pewnie i tak dostalibyśmy choćby trylogię o Batmanie od Nolana, ale dominacja komiksów na wielkim i małym ekranie nie byłaby tak znaczna.

W 2014 roku, po krótkiej przerwie, X-Meni wrócili w ręce Singera, który odstąpił „Ostatni bastion” Brettowi Ratnerowi, a potem „Pierwszą klasę” Matthewowi Vaughnowi, w międzyczasie kręcąc fatalnego „Supermana: Powrót”.

Efekt to bardzo udany obraz „X-Men: Przeszłość, która nadejdzie”, gdzie spotkały się wątki (i obsady) z dwóch linii czasowych świata mutantów, czyli starej-Singera i nowej-Vaughna, przy okazji kasując wszystko, co zepsuł Ratner. Film ten widzieliśmy w kinach.91drvALpEGL._SL1500_Tym, czego zdecydowana większość Polaków widzieć nie mogła, jest wersja reżyserska, tak zwana „Rogue Cut”, nazwana od imienia postaci granej przez Annę Paquin. Z filmu kinowego Rogue wycięto, tutaj zaś miała powrócić, i to w niemałej roli – tak przynajmniej twierdził Singer. Efekt to sporo nowych scen.

Sęk w tym, że reżyser wyraźnie przesadzał. Oczywiście, Rogue tu się pojawia, trudno jednak mówić o jakimkolwiek znaczącym wpływie na film – najpierw jest ratowana z niewoli, następnie zastępuje ranną Kitty Pryde przy Wolverinie… i tyle. Scen dodanych przez tę postać jest w sumie kilka minut, przy czym najbardziej znaczącą jest właśnie odbicie dziewczyny z rąk ludzi, którzy trzymali ją w dawnej posiadłości Xaviera; w trakcie akcji ginie Iceman, co jest największą zmianą względem oryginału.

Poza tym jeszcze kilka innych scen zostaje nieznacznie rozszerzonych, nie są to jednak jakkolwiek ciekawe dodatki.

A, właśnie, dodatki – jeżeli już ktoś chciałby zaopatrzyć się w „Rogue Cut”, to wprawdzie wersja reżyserska filmu raczej go rozczaruje, ale już blisko półtorej godziny materiałów z planu i wywiadów powinna zadowolić każdego geeka. To pierwsze tak obszerne spojrzenie za kulisy mutanciej sagi, tym bardziej należy więc je docenić. (Można na przykład dowiedzieć się, że zakończenie, w którym widzimy Wolverine’a po przebudzeniu w przyszłości, zostało dodane na wyraźną prośbę Jamesa Camerona, który uważał, że czegoś takiego filmowi brakowało).

Ogólnie więc ocena „Rogue Cut” nie może być jednoznaczna. Niemniej trochę szkoda, że w Polsce film w wersji reżyserskiej, a przede wszystkim materiały dodatkowe, obejrzeć mogą tylko ci, którzy sprowadzą sobie płytkę na przykład z Wielkiej Brytanii. To trochę dowód na to, że nad Wisłą wciąż jeszcze nie mamy rynku skierowanego do geeków, że omija się tę może i nie olbrzymią, ale aktywną, a przede wszystkim chętnie kupującą kolejne gadżety i edycje specjalne grupkę miłośników popkultury.

Z drugiej strony – w sklepowych koszach od niedawna DVD z „Przeszłością, która nadejdzie” można znaleźć z ceną poniżej 10 zł. To też trochę mówi nam o rynku.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop