Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego

11.02.2016
czwartek

Czy w Polsce wydaje się za dużo książek?

11 lutego 2016, czwartek,
Stack of Books by Kate Ter Haar from Flickr Creative Commons

Stack of Books by Kate Ter Haar from Flickr Creative Commons

Polacy w większości nie czytają książek – raz w roku przypominają nam o tym największe media (te same, które przez pozostałe 364 dni mają literaturę w poważaniu). Nakłady beletrystyki są niskie – to też wiemy. Dlaczego więc w roku 2015 samych tylko tytułów fantastycznych ukazało się ponad pół tysiąca?

Z perspektywy wydawcy beletrystyki ważniejszą daną od tego, ilu Polaków czyta książki, jest ta dotycząca średniego nakładu. Ten wynosi między 2000 a 2500 egzemplarzy. Mało, prawda? Niby tak, weźcie jednak pod uwagę liczbę tytułów – wedle bazy fantasta.pl w roku 2015 ukazało się (nowości i wznowienia) ponad 500 książek zaliczanych do szeroko rozumianej fantastyki. To sporo więcej niż książka dziennie, wliczając w to dni wolne od pracy.

W lutym tego roku opublikowanych zostanie około 30 fantastycznych tytułów, na marzec zapowiedziano podobną liczbę. Jasne, fantastyka to obszerna półka i trudno sobie wyobrazić, aby wszystkie tytuły z tej dziedziny interesowały danego czytelnika, przeczytać i kupić chciałby więc pewnie jakiś wycinek tej listy. Weźmy jednak pod uwagę, że ktoś, kto czyta fantastykę, wcale nie ogranicza się do tego typu książek, sięgając po kryminały, literaturę faktu i tak dalej. Weźmy też pod uwagę, że luty i marzec to na rynku książki miesiące raczej zwyczajne, może i nawet powolne, bo w styczniu, maju, listopadzie czy czerwcu wydaje się o wiele, wiele więcej.

Pytanie więc brzmi: czy średnie nakłady są tak niskie, bo Polacy nie chcą kupować, czy dlatego, że nie są w stanie kupić i przeczytać wszystkiego, co mogłoby ich interesować?

Pozwólcie, że opiszę to na własnym przykładzie. Czytam dużo, bardzo dużo, zarówno ze względów zawodowych, jak i dla przyjemności. Czytam i książki, i komiksy, do tego dochodzi miłość do kina i dobrych seriali – można więc powiedzieć, że jestem aktywnym konsumentem kultury. Konsumentem w tym też znaczeniu, że bardzo dużo kupuję, z pewnością zawyżając krajowe statystyki wydatków, w tym na książki.

Czy mógłbym kupować więcej? Tak. Czy w księgarniach jest dużo interesujących mnie pozycji? Tak, bardzo wiele. Dlaczego więc większości z nich nie kupię? Bo doba ma tylko 24 godziny i wiem, że nie przeczytam tego wszystkiego, prowadzę więc selekcję lektur już na etapie sklepu (średnio skuteczną jednak, bo moje półki pełne są książek czekających na swoją kolejkę).

Oczywiście, nadmiar jest dobry, bo mam szeroki wybór, a chyba każdy chciałby, aby jego największym problemem był dylemat między jedną a drugą interesującą książką, którą chciałby przeczytać. Sęk w tym, że w Polsce wydaje się wiele, wiele, wiele książek, których wydawcy sami by nie chcieli czytać, które nie są takimi kuriozalnymi hitami jak „Pięćdziesiąt twarzy Greya”, ale publikuje się je w nakładzie 1000-2000 egzemplarzy, wypuszcza na rynek bez promocji i specjalnej ekspozycji w miejscach sprzedaży, licząc, że jakoś tam się sprzeda i może nie zarobi się wiele, ale zsumowując z kolejnymi tego typu „strzałami” mamy już pokaźny przychód.

W fantastyce widać to bardzo wyraźnie – wystarczy, że przebojem okazały się „Igrzyska śmierci” czy „Gra o tron”, a każdy szuka rzeczy podobnych, próbując złapać tę grupę na kolejne tytuły, nie zważając na jakość, idąc w ilość i licząc na farta. Zresztą spójrzcie, co wspomniany „Grey” zrobił z rynkiem powieści erotycznych. Przy tym wydawcy kochają serie, niektórzy nawet dają numerki na książkach, żeby tylko złapać czytelnika na dłużej, żeby do dziesięciu już kupionych książek dokupić tę jedenastą, nieszczególnie go interesującą, ale mającą numerek 4 – więc bez niej całość na półce wygląda jakoś tak źle.

Innym problemem jest dominacja rynkowa Empiku, gdzie każdy wydawca chce być obecny, a gdzie są terminy tak zwanych pakietów – przez to najczęściej mamy wysyp wielu premier jednego dnia, wszystko się kumuluje, bo każdy chce ten najlepszy termin.

Nawet prasa, ta, która o książkach chce pisać i pisze, nie jest w stanie nadążyć za rynkiem, przez co wiele interesujących i wartych uwagi pozycji nie jest recenzowanych tylko dlatego, że redaktorzy nie są w stanie ich wszystkich przeczytać, a w przypadku druku – strony nie są z gumy.

Wydawnictwo to przedsiębiorstwo, a nie instytucja dobroczynna, powinno więc zarabiać. Czytelnik powinien też mieć duży wybór interesujących pozycji. Dlaczego jednak zamiast publikować trzy książki, licząc na fart, nie lepiej wybrać jedną z nich, tę najlepszą, i się na niej skupić, zadbać o promocję i dotarcie do czytelnika – bardzo wiele książek przepada w szumie, często także dlatego, że sam wydawca publikuje tyle, że na wstępie musi selekcjonować tytuły, które będzie wspierał, i te, które po prostu rzuci na rynek. Bo skoro nakłady są niskie, znaczy to tyle, że nie zostały dostosowane do wielkości rynku.

W tym momencie rynkiem książki rządzi kryterium ilościowe. Wydaje się jednak, że wszystkim zrobiłoby lepiej, gdyby przesunąć się choćby nieco bliżej kryterium jakościowego.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. Zbytnio bym się nie martwił małymi nakładami – za komuny były niewspółmiernie wyższe, plus wznowienia – ale teraz mamy taki klimat.
    W USA nakłady są podobne do naszych – wynika z tego, że jesteśmy od nich lepsi.

  2. Druk drukiem ale coraz wiecej czytamy elektronicznie. Zal druku ale nic nie pobije faktu ze ksiazka elektroniczna starzeje sie z czytelnikiem, nawet lepiej niz on. Naklad elektroniczny nie ma granic.

  3. male zapotrzebowanie na drukowane ksiazki jest rowniez spowodowane czytaniem elektronicznym. Kazdy wytrawny czytelnik kocha druk ale elektroniczna ksiazka starzeje sie z czytelnikiem (druk do wyboru) ale nie miesci sie w statystyce.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. „nadmiar jest dobry, bo mam szeroki wybór…”
    Polecam wiersz o osiołku, któremu „w żłoby dano” i sprawdzenie jaki był finał tej historii. 🙂
    Osobiście uważam, że mamy do czynienia z cywilizacją przesytu i dlatego ludziom sie nic nie chce. Pomijam już, że przy odrobinie sprytu wszystko można za darmo ściągnąć z internetu, ale już i tego ludziom się nie chce robić.
    Sam z kolei pamiętam czasy wręcz polowania na książki i radość jak ją się ją w końcu zdobyło. 🙂

  6. Nie wiem, czy problemem jest zbyt duża ilość książek na rynku.

    Na pewno trudno jest wybrać właściwe pozycje, o czym Pan wspomina. Wydaje mi się, że poszukiwanie przez czytelników informacji o książkach na tzw. blogach książkowych skutkuje tym, że coraz trudniej o rzetelną recenzję. Nie tylko dlatego, że większość bloggerów ma małe kompetencje literaturoznawcze (to akurat nie szkodzi – mają gusty bliższe gustom przeciętnego czytelnika), ale przede wszystkim dlatego, że książki otrzymują od wydawnictw na zasadzie stałej współpracy. Z jednej strony bardzo zawęża to ich ogląd aktualnej sytuacji na rynku wydawniczym do paru pozycji, które w danej chwili się promuje. Z drugiej – czując się zobowiązani wobec wydawców, chwalą książki, które niekoniecznie na pochwałę zasługują.

    Na FB „lubię” dość sporo wydawnictw i blogów książkowych. Mam wrażenie, że określone wydawnictwo najpierw przez miesiąc zapowiada książkę, potem co chwila pisze, że już się ukazała (obowiązkowo kilka konkursów, w których można ją wygrać), a potem jej „recenzje” pojawiają się na kilku kolejnych blogach. Tę samą okładkę oglądam przez 3 miesiące i zastanawiam się, czy to jedyna pozycja danego wydawcy (rozumiem, że taką praktykę stosują małe wydawnictwa, które wydają rocznie kilka tytułów, ale wydawnictwa, które publikują parę książek miesięcznie?).

  7. Chyba kluczem jest znalezienie kilku „swoich” recenzentów, czy wybranie po prostu kilku źródeł recenzji i ich śledzenie. Ja mam swoją listę tych, których opinie się dla mnie liczą i najczęściej czekam z zakupem do ich tekstów.