Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego

31.03.2016
czwartek

TOP 10: Najlepsze filmy na podstawie komiksów superbohaterskich

31 marca 2016, czwartek,

Heath-Ledger-in-his-role-as-The-Joker-in-The-Dark-Knight-2008W przeddzień głośniej premiery, jaką niewątpliwie jest „Batman v Superman: Świt sprawiedliwości”, przyjrzyjmy się kinu superbohaterskiemu opartemu na historiach obrazkowych. Które z tych filmów są najlepsze?

Triumfalny pochód superbohaterów przez kina rozpoczął się w roku 2000, kiedy to sukces komercyjny i krytyczny odnieśli „X-Men” Bryana Singera. Później była jeszcze między innymi bardzo popularna seria o Spider-Manie w reżyserii Sama Raimiego, Christopher Nolan odświeżył Batmana i dał nam „Mrocznego rycerza” z Oscarową rolą Heatha Ledgera, a Marvel uruchomił swoje kinowe uniwersum, w ramach którego widzieliśmy już m.in. „Iron-Mana”, „Avengers” czy „Strażników Galaktyki”, a w maju zobaczymy „Kapitana Amerykę: Wojnę bohaterów”.

Wchodzący 1 kwietnia do kin „Batman v Superman” to kontynuacja „Człowieka ze stali”, a zarazem kamień węgielny nowego filmowo-komiksowego uniwersum, tym razem rozwijanego przez DC Comics i Warnera. Oceny film zbiera mieszane (moją recenzję możecie przeczytać tutaj), wątpliwe więc, by został okrzyknięty najlepszym obrazem na podstawie komiksu superbohaterskiego.

Jaki film zasługuje więc na to miano?

10. „Człowiek ze stali”manofsteel1Zaczynamy od razu od kontrowersji, bo film Zacka Snydera o Supermanie ma co najmniej tylu przeciwników, co zwolenników. Zarzuca mu się zbyt dużą dawkę patosu i „umrocznienie” pierwszego spośród herosów, który kojarzy się przede wszystkim z dobrem, nadzieją i nieskalaniem (u Snydera Superman zabija).

Mnie ta historia jednak kupiła. Opowiadanie o praktycznie niezniszczalnym i nieskazitelnym moralnie herosie z planety Krypton nie należy do najłatwiejszych, bo sam Człowiek ze stali z definicji wymaga powagi i patosu właśnie – taki już jest. W tym filmie to wszystko się udało, udało się dzięki oparciu całości na schemacie opowieści o Pierwszym Kontakcie i traktowaniu jako filmu o reakcji ludzi na kosmitę. Udało się dzięki odpowiedniemu dobraniu muzyki, odpowiedniej pracy kamery i palecie barw, dzięki świetnej obsadzie, z Russellem Crowem w roli Jor-Ela, ojca Supermana, który odgrywa tu bardzo znaczącą rolę.

Jest przy tym „Człowiek ze stali” filmem niezwykle efektownym, który oglądany po raz pierwszy w kinie robił piorunujące wrażenie, zwłaszcza w sekwencji walki tytułowego bohatera z generałem Zodem.

Do mnie ton tego filmu przemówił. Dla mnie Henry Cavill to udany Superman. Wprawdzie z tej historii dałoby się wycisnąć więcej, co zresztą częściowo pokazano w „Batman v Superman” (ale tu też nie było to do końca satysfakcjonujące), ale trzeba brać pod uwagę, że Superman to z perspektywy człowiek niemalże bóg, a historie takich istot są szalenie trudne do opowiadania.

9. „X-Men: Przeszłość, która nadejdzie”3896575-2213690717-X-MenPrzyznaję, że na miejsce tego filmu w zestawieniu mogła mieć wpływ moja wielka sympatia do mutantów z uniwersum Marvela. Nie mogę jednak udawać, że ostatni (na chwilę obecną, bo w maju zobaczymy „X-Men: Apocalypse”) z obrazów opowiadających o grupie X-Men mi się nie podobał, że scena z Quicksilverem nie zrobiła na mnie wrażenia (fenomenalna sekwencja!), że Hugh Jackman nie urodził się, by grać Wolverine’a, a podróże w czasie i wizje mrocznej przyszłości nie uatrakcyjniły serii, którą od dawna kochałem.

„Przeszłość, która nadejdzie” to pozytywne zaskoczenie, bo Bryan Singer, który reżyserował pierwsze dwa filmy o X-Menach, by później zrobić sobie przerwę, powrócił w wielkim stylu, niezwykle udanie łącząc swoich mutantów z tymi z „Pierwszej klasy” w reżyserii Matthew Vaughna. Od Vaughna Singer zaczerpnął fenomenalną obsadę, z Jamesem McAvoyem i Michaelem Fassbenderem na czele, sama natura opowieści o mutantach, ich wieczna walka o tolerancję, a tak naprawdę o przetrwanie w świecie ludzi, nieodmiennie fascynuje.

Seria o X-Menach dla mnie przyćmiewa opowieści o Batmanie czy historie od Marvela, bo choć w ramach tych dwóch znajdą się pojedyncze lepsze filmy, zdarzają się też wpadki. Tymczasem mutanci nie zawodzą. (Tak, lubię „X-Men: Ostatni bastion”. Tak, wiem, że jestem w mniejszości).

8. „Deadpool”deadpool-gallery-06Świeżynka, film, który ledwie w lutym tego roku podbijał kina. Pyskaty Najemnik szybko przekonał do siebie publiczność, bijąc rekordy na świecie, ale i w Polsce, gdzie stał się najchętniej oglądanym obrazem superbohaterskim.

Kluczem do sukcesu okazało się dobre połączenie humoru i akcji, bez żadnych ugrzecznień. Przede wszystkim jednak siłą tego filmu była miłość jego twórców do komiksowego oryginału, który chcieli jak najlepiej oddać, w którego geniusz wierzyli, który w ich przekonaniu przemówić miał także do ogólnoświatowej publiczności. I mieli rację.

Oryginalność Deadpoola, czyli herosa wcale nie dobrego, a także świadomego bycia bohaterem komiksu/filmu komiksowego, okazała się wyczekiwanym przez fanów powiewem świeżości, a także gwarantem udanej zabawy.

7. „Batman”05011444Wprawdzie spośród historycznych fundamentów kina komiksowego nie znajdziecie na tej liście pierwszego wielkiego kinowego przeboju z tej kategorii, „Supermana” z 1978 roku (za co pewnie niektórzy będą mnie przeklinać), trafia na nią jednak „Batman” Tima Burtona. Oglądany dziś, nie do końca mi pasuje, bo jest przerysowany i momentami (świadomie, w zamiarze – humorystycznie) kiczowaty, nie sposób odmówić mu jednak unikatowego klimatu, bardzo dobrej obsady i tego, jak wielkim przełomem był dla kina.

Michael Keaton, który wówczas był bardzo odważnym wyborem, świetnie sprawdza się jako Batman, całość ma zaś bardzo komiksowy charakter, na pewno bardziej niż współczesne mroczne i realistyczne opowieści o Mrocznym rycerzu, co jest zaletą.

Ten film zachwycał mnie przed laty, stanowiąc dla mnie wprowadzenie do świata komiksowych herosów, doceniam go więc i dziś.

6. „Iron Man”iron-man-downey-jrKolejny fundament, choć może nie tyle dla kina superbohaterskiego w ogóle, co dla Kinowego Uniwersum Marvela, któremu dał początek. Oto opowieść łącząca w sobie niezwykle efektowną akcję z ogromnym luzem i wielką dawką humoru, która to mieszanka stała się z czasem charakterystyczna dla kolejnych obrazów z serii.

Robert Downey Jr był tu tak dobry w roli zblazowanego miliardera Tony’ego Starka, który z czasem staje się herosem Iron Manem, że grany przez niego bohater z miejsca awansował do komiksowej pierwszej ligi, choć wcześniej pozostawał daaaaleko w tyle za Batmanem, Supermanem, Spider-Manem czy Wolverine’em.

Film efektowny, ale nie efekciarski, z dobrze opowiedzianą historią i ciekawą przemianą. W kolejnych odsłonach cyklu o Iron Manie nie udało się tego w pełni powtórzyć (choć w „Iron Man 3” było blisko).

5. „Kapitan Ameryka: Zimowy żołnierz”capreviewFilm, który nie powinien był być tak dobry, jakim ostatecznie się okazał. Poprzedni obraz w tym bohaterem, „Kapitan Ameryka: Pierwsze starcie”, był co najwyżej przeciętny i do dziś pozostaje najsłabszym w całym Kinowym Uniwersum Marvela. Bo sam Kapitan Ameryka to postać trudniejsza nawet chyba od Supermana (sama nazwa zobowiązuje), w komiksach sprawdzająca się głównie w grupie, w roli lidera i stratega, nie jako siła napędowa opowieści, bo jest po prostu zbyt porządny, oddany krajowi i posagowy, a więc nudny.

„Zimowy żołnierz” tymczasem zerwał z wizerunkiem Kapitana grzecznego chłopca, wrzucając go w środek szpiegowskiego thrillera. Zrobiło się mroczniej, a także efektowniej, choć na zupełnie innym poziomie, bo największe wrażenie robiły nie rozbuchane efekty komputerowe, a choreografia walk. W skrócie: Kapitan Ameryka zaczął kopać tyłki, stał się po prostu fajny, co mu się dotychczas nie zdarzało, zagrał tu nawet wątek człowieka żyjącego poza swoim czasem (Kapitan przespał w lodzie kilka dekad).

I tak jak film „Iron Man” sprawił, że Tony Stark stał się ulubieńcem komiksiarzy, tak „Zimowy żołnierz” przekonał ich do Kapitana Ameryki.

4. „Strażnicy Galaktyki”the-guardians-of-the-galaxyZaletą Kinowego Uniwersum Marvela, czyli serii powiązanych ze sobą fabularnie filmów, jest między innymi to, że mniej znani, ale ciekawi bohaterowie mogą być promowani dzięki konotacjom z tymi bardziej popularnymi. Niemniej odwagi wymagało zainwestowanie ogromnego budżetu w raz, że space operę, czyli coś w kinie komiksowym niespotykanego, a dwa: opartego na bohaterach, których niekoniecznie kojarzą nawet fani historii obrazkowych. Opłaciło się jednak.

„Strażnicy Galaktyki” to na chwilę obecną najlepszy film w serii, niezwykle zabawny, zaludniony wspaniałymi postaciami, cudnie zwariowany i zaskakujący, posiadający unikatowy klimat (duża zasługa ścieżki dźwiękowej), z motorem napędowym w postaci Chrisa Pratta, któremu udało się wykreować bohatera na miarę Hana Solo czy Indiany Jonesa.

Idealnie nie jest, bo jak prawie każdy film od Marvela i „Strażnicy…” cierpią na niedobór ciekawych czarnych charakterów (tu – wyjątkowo bezbarwny Ronan Oskarżyciel), pierwszy seans tego filmu w kinie był jednak niezwykłą przygodą.

3. „X-Men: Pierwsza klasa”maxresdefault (1)Mimo mojej sygnalizowanej już w tym tekście sympatii do X-Menów nie byłem wielkim fanem pierwszych trzech filmów z serii, nie udzielał mi się powszechny zachwyt nad „X-Men” i „X-Men 2” Bryana Singera – oceniam je wysoko, ale nie jako wybitne. Może dlatego, że wiedziałem, jak dobre mogą być opowieści o mutantach i jak wiele można poprawić w filmach o nich?

Tu wkroczył Matthew Vaughn, który w „Pierwszej klasie” pokazał genezę grupy znanej jako X-Men, a także ich największego przeciwnika, Magneto. Film oparto na niezwykłej relacji rzeczonego Magneto z liderem X-Men, Profesorem X, którzy to panowie jednocześnie byli przyjaciółmi i rywalami, próbującymi realizować diametralnie różne wizje koegzystencji z ludźmi. Wcielający się w nich odpowiednio Michael Fassbender i James McAvoy oddali to doskonale, a zwłaszcza ten pierwszy dał niezwykły popis, w skutek czego Magneto stał się zdecydowanie najciekawszych z filmowo-komiksowych czarnych charakterów.

„Pierwszą klasę”, z akcją osadzoną w latach 60. ubiegłego wieku, dodatkowo wzbogaciła stylizacja retro, nie można też nie docenić świetnego Kevina Bacona, który w wielkim stylu powrócił do świadomości masowego widza.

2. „Mroczny rycerz”bdax36su2nbecapijz3lZaskoczenie o tyle, że dla wielu to właśnie ten film w reżyserii Christophera Nolana powinien być na czele zestawienia. Trudno nie zgodzić się z argumentami, że jest to wybitny obraz, jeden z tych, które przechodzą do historii kina. Mroczny, efektowny, wspaniały zarówno od strony technicznej, jak i scenariuszowej i obsadowej.

Twarzą „Mrocznego rycerza” jest nie Batman, a Joker, czyli szalony terrorysta kryjący się za wizerunkiem klauna, w którego wcielił się to Heath Ledger, później, pośmiertnie, uhonorowany za tę kreację w pełni zasłużonym Oscarem; w pełni znajduje tu potwierdzenie powiedzenie, że historie o superbohaterach są tak dobre, jak dobre są w nich kreacje czarnych charakterów.

Obraz pełen kultowych już scen i dialogów, pokazujący realistyczne, poważne podejście do komiksowego superbohatera, jeden z tych, które przekonują do historii obrazkowych nawet największych sceptyków.

1. „Watchmen. Strażnicy”Watchmen1Adaptacja komiksu „Strażnicy” ze scenariuszem Alana Moore’a, nierzadko nazywanego najlepszym komiksem w historii. Adaptacja udana pod każdym względem, bo przez większość czasu wierna, a w odpowiednich momentach od oryginału odchodząca – jak w świetnie uaktualnionym zakończeniu.

Dla mnie to film niemalże perfekcyjny, zachwycający już od pierwszej sceny, czyli chyba najlepszej czołówki we współczesnej historii kina. Potem jest już wspaniała opowieść, co zawdzięczamy Moore’owi, ale także niezwykła obsada (zdecydowanie najlepszy casting w kinie superbohaterskim), świetna strona wizualna, ścieżka dźwiękowa, scenografia, kostiumy, efekty specjalne i w ogóle pełne zwycięstwo na froncie nakręcenia filmu z opowieści, która dla wielu na film przekładalna nie było.

Czy są wady? Jasne, choćby zupełnie nieudana scena erotyczna, ale nie można odmówić Zackowi Snyderowi błysku geniuszu, gdy splatał te wszystkie wątki, montował film, przenosił niezwykle zawiłą historię na ekran. Pozostaję pod nieustającym wrażeniem tego obrazu.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Zdecydowanie nr 1 to Iron Man ! Dlaczego ? Miał najwięcej kobiet 😉

  2. Uwielbiam fantastykę, czytając tytuł, myślałem, że będę znał wszystkie pozycji, a tu niespodzianka, nie oglądałem filmu z pozycji nr.1 🙂 Także już wiem co wybiorę, jak następnym razem będę zastanawiał się nad filmem