Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego

10.06.2016
piątek

„Gra o tron”: jak 6. sezon ma się do książek?

10 czerwca 2016, piątek,

maxresdefaultZa nami siedem odcinków nowego, przełomowego sezonu produkcji HBO. Przełom polegać miał na tym, że w tym roku po praz pierwszy telewizyjna adaptacja wyprzedzić miała książkowy oryginał. Jak te zapowiedzi mają się do faktów?

Jeżeli ktoś ogląda szósty sezon „Gry o tron” z lektorem, na początku i na końcu każdego odcinka usłyszy, że nowa seria powstaje na podstawie „Tańca ze smokami” George’a R.R. Martina. „Tańca…”, czyli piątego tomu „Pieśni Lodu i Ognia”, na chwilę obecną ostatniego z wydanych. To tylko częściowo prawda.

Niektóre wątki, zgodnie z zapowiedzią, pokazują wydarzenia w książkach nieopisane. Przykładem oczywiście historia Jona Snowa i dalsze wydarzenia na północy, a także w Królewskiej Przystani, wątki Daenerys, Tyriona, Brana i Aryi. To dzięki nim emitowany obecnie sezon budzie tak wielkie emocje i każdy kolejny odcinek odbija się w sieci głośnym echem – wreszcie wszyscy jednakowo wypatrują kolejnych zwrotów akcji, bo te zaskakują, jako że nikt nie mógł o nich wcześniej nigdzie przeczytać.

Sporo jednak z tego, co obecnie widzimy w „Grze o tron”, pojawiło się już nie tylko w „Tańcu ze smokami”, ale i w „Uczcie dla wron”, czyli czwartym tomie serii. Tu przede wszystkim trzeba wskazać wątek Sama i jego podróży na południe (choć w serialu sporo w nim zmieniono, znacznie skrócono), zmian władzy na Żelaznych Wyspach oraz wątek wyprawy Jaimego, by zdobyć broniące się wciąż Riverrun – jeżeli chodzi o ten ostatni, serial nie tylko nie wyprzedził tu książek, ale na chwilę obecną pozostaje w tyle względem tomu czwartego, co nieco dziwi.PLiO_okładkiW sumie więc twórcy telewizyjnej „Gry o tron” częściowo weszli na niezbadany teren, w sporej mierze jednak po prostu poprzestawiali książkową chronologię, nieco pocięli wybrane wątki i mieszają ze sobą nowości i sceny starsze, które wydawałoby się, że zostały zignorowane i na mały ekran nie trafią.

Co to oznacza dla widzów? Przede wszystkim rozbudza fanowskie teorie, wedle których w serialu pojawić się mogą jeszcze głośne książkowe wątki i postaci, które wydawałoby się, że na stałe zostały z adaptacji wycięte. Przykładami Lady Stonehart oraz Młody Gryf.

Co to oznacza dla osób czekających na „The Winds of Winter”? Tyle – że kolejne książki Martina na wyprzedzeniu przez serial chyba wiele nie stracą, bo rozbieżności między adaptacją a źródłem już są naprawdę potężne, a z każdym odcinkiem się pogłębiają, serial wyraźnie też na ile może korzysta ze starszych materiałów, przez co w wielu wątkach książek i tak nie wyprzedzi.

Zapowiedzi twórców, że sezony 7. i 8. będą miały odpowiednio siedem i sześć odcinków, każą tez przypuszczać, że finał serialu będzie – w porównaniu do książki – raczej kameralny i fabularnie skondensowany.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Niech IKEA wyprodukuje na tyle duzo tronow, aby ci psychopaci przestali sie o nie zabijac…

  2. Da raę to skondensować?