Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego

27.07.2016
środa

„Idź i czekaj mrozów”, czyli wyprawa do świata dawnych Słowian

27 lipca 2016, środa,

Idz_i_czekaj_mrozow_Marta_Krajewska_okladkaDebiut Marty Krajewskiej nie jest powieścią historyczną, czerpie jednak z bogactwa tradycji i wierzeń naszych przodków, tworząc fantastyczny świat, w którym bóstwa i stwory ze słowiańskiej mitologii chodzą między ludźmi.

„Idź i czekaj mrozów” wpisuje się więc w formujący się/przybierający na sile (zależy, jak oceniać) nurt osadzania akcji w dawnej Polsce. Robiły to Elżbieta Cherezińska i Małgorzata Saramonowicz, a jeszcze dalej od nich w czasie cofnął się Witold Jabłoński w „Słowie i mieczu”. Z kolei Tomasz Dużyński w „Drodze do Nawi” przeniósł Peruna i innych bogów do XXI wieku.

Krajewska jest w tym względzie bardziej tradycyjna: „Idź i czekaj…” rozgrywa się w Wilczej Dolinie, czyli gdzieś w krainie Słowian, w wiosce jak każda inna, choć może nie do końca, bo gdyby stężenie monstrów i kłopotów na metr kwadratowy wszędzie było takie jak tam, to nasi przodkowie nie doczekaliby się uformowania państwa polskiego. Osią dla fabuły jest słowiański kalendarz – powieść opisuje mniej więcej rok z życia Wilczej Doliny, zahaczając o wszystkie najważniejsze święta, ale i zwyczaje, od ślubu po pogrzeby; otrzymujemy więc przegląd tradycji dawnych Słowian w niemalże wszystkich aspektach życia codziennego, jak i postrzegania bogów i innych stworów.

Książka Krajewskiej zalicza się przy tym do nurtu fantasy. Dlaczego? Bo autorka nie tylko opisała zwyczaje i wierzenia naszych przodków, ale je urealniła: na przykład jeżeli kiedyś wierzono, że za pogodę odpowiadają chmurniki, to w „Idź i czekaj mrozów” chmurniki istnieją i faktycznie kształtują zjawiska atmosferyczne. Podobnie będzie z leszymi, wiłami, rusałkami i tak dalej. Klasyczny zabieg, niezmiennie skuteczny w ciekawym przedstawianiu danego systemu wierzeń i sposobu myślenia ludzi.Idz_i_czekaj_mrozow_Marta_Krajewska_okladka„Idź i czekaj mrozów” wyróżnia się więc doborem tła i bestiariuszem, a innych aspektach pozostaje jednak klasyczną historią fantastyczno-przygodową, w której bohaterowie albo zmagają się z potworami, albo przekonują, że nie-ludzie mogą być bardziej ludzcy od niejednego człowieka. Mamy tu schemat ucznia (tu – uczennicy) przejmującego obowiązki po dawnym mistrzu-nauczycielu, dorastania do odpowiedzialności i szukania swojego miejsca w świecie. To zresztą u Krajewskiej ważny temat – kształtowanie życia przez obyczaje i oczekiwania, i próby walki z tymi społecznymi więzami, życia i kochania wbrew innym.

I choć to wszystko gdzieś już było, trudno poczytywać to autorce jako wadę: może i życie jej bohaterów było pełne interakcji ze stworami czy nawet bóstwami, pozostawało jednak zwykłym życiem, toczącym się wokół codziennych spraw, napędzanych pragnieniami i lękami wspólnymi dla wszystkich ludzi. Celem Krajewskiej, jak się zdaje, było pokazanie nam „roku z życia Słowian” (podkoloryzowanego rzecz jasna akcją), co zmuszało do obierania pewnych fabularnych ścieżek. Udało jej się opowiedzieć w tym swoją historię, odnaleźć własny, unikalny ton: mieszankę goryczy (która dominuje) z odrobiną humoru, często czarnego, ironicznego, wszystko zaś gęsto przyprawiała grozą.

Nie ustrzegła się przy tym Krajewska błędów, które można złożyć na karb faktu, że to jej pierwsza powieść. Chodzi przede wszystkim o błędy konstrukcyjne, złe operowanie wątkami, których jest sporo, a które przeplatane są często nieumiejętnie – standardem jest sygnalizowanie czytelnikowi jakiegoś tematu, po czym porzucanie go na bardzo długi czas, nagły powrót, znowu porzucenie, bez dbania o dynamikę danego wątku i o to, że najpierw rozbudza się nasze zainteresowanie, by tego potem go nie spożytkować (koronnym przykładem jest tu historia Atry, poszatkowana i źle przepleciona z głównym wątkiem powieści, przez co traci na sile). Podobnie pracy wymagają dialogi, zwłaszcza te damsko-męskie, gdzie można odnieść wrażenie, że komunikacja między ludźmi sprowadza się do nieustannego obrzucania się nawzajem ironicznymi kwestiami i grze, kto będzie bardziej sarkastyczny. To zresztą charakterystyczne dla „Idź i czekaj…”: tak jak Krajewska wyraźnie z łatwością buduje atmosferę grozy, tak oczywiste są jej trudności z oddaniem scen bardziej intymnych.

„Idź i czekaj mrozów” to więc historia nie do końca opowiedziana umiejętnie, ale też warta opowiedzenia i przeczytania, bo autorce udaje się zaangażować czytelnika podwójnie: do lektury przyciągają nas nie tylko bogactwo słowiańskiej mitologii i oddanie obyczajów naszych przodków, ale także ciekawi bohaterowie, targani namiętnościami, z którymi każdy z nas może się identyfikować.

Będę czekał na kolejny tom.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop