Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego

31.07.2016
niedziela

„Onikromos” – Paweł Mateuszek rzuca czytelnikom wyzwanie

31 lipca 2016, niedziela,

onikromos_1400_1466687520Nie bez powodu autor cytuje w tej powieści m.in. „Alicję w Krainie Czarów” – z każdą kolejną stroną czytelnik wpada coraz głębiej do króliczej nory, czyli niezwykłego świata wyobraźni byłego redaktora naczelnego „Nowej Fantastyki”.

Owo spadanie zresztą to nie mój wymysł, a Pawła Matuszka i wydawcy, którzy motyw przepastnej jamy, w którą zagłębiamy się podczas lektury, pokazali na okładce, by następnie powtarzać na stronie tytułowej każdego rozdziału. I pasuje to do powieści, która jest właśnie taką literacką podróżą w nieznane, a także do fabuły, opierającej się na założeniu istnienia wielu połączonych ze sobą światów/wymiarów równoległych.

Powieści, która też w zasadzie nie jest powieścią – to trochę skomplikowane. Wprawdzie jesteśmy w stanie wskazać główny wątek, a nawet głównego bohatera, wspomniana idea wielu światów/wymiarów sprawia jednak, że choćby postacie występują tu w niezliczonej ilości form. Brzmi dziwnie? Bo dziwnie bywa, nawet bardzo.

Zaczynamy od wizyty w mieście Linvenogre, zamieszkanego przez najróżniejsze istoty i tylko jednego człowieka (nasz bohater), potem zaś udajemy się w szaloną podróż przez różne rzeczywistości, które poznajemy z perspektywy zamieszkujących je nieludzkich istot i które rządzić się mogą zupełnie innymi od naszych prawami. Matuszek nie powstrzymuje tu swojej wyobraźni, co rusz snując przed nami surrealistyczne wizje, za którymi trudno, a niekiedy nawet nie sposób nadążyć – mimo iż raczej nie zdarza się, by autor nie był w stanie słowami odwzorować tych nowych rzeczywistości, czytelnik i tak może się pogubić.

W takich momentach „Onikromos” stawia nam opór – niekiedy poziom oderwania od wszystkiego, co jest dla nas normalne jest tak znaczący, że choć rozumiemy słowa (no, nie wszystkie – Matuszek lub tworzyć nowe), sens gdzieś umyka. Niekiedy znowu jest tak, że wszystko jest jasne, ale oderwanie od czynnika ludzkiego, naszej rzeczywistości i perspektywy odbioru świata sprawia, że przedstawiane wydarzenia po prostu nie mogą nas angażować (jak w rozdziale o fruchach), a opisy, nieważne, jak kwieciste i jak dynamicznie oddające wydarzenia, stają się suche i obojętne.

To – na szczęście rzadkie – momenty „nadkreacji”, gdy Paweł Matuszek tak bardzo oddaje się procesowi tworzenia nowego, że czytelnik dociera do ściany percepcji i albo nie jest w stanie nadążyć, albo nadążenie go nie interesuje, bo wykreowany świat nie oferuje dla odbiorcy żadnego punktu zaczepienia. Takie momenty wydają się chwilami kreacji dla samego faktu kreacji, której większy sens jednak umyka.onikromos_1400_1466687520W książce Matuszka drzemie jednak wielkość – oprócz szalonej jazdy przez inne rzeczywistości autor oferuje nam także alternatywne spojrzenie na nasz świat, który nagle zapełnia się artefaktami, okazuje się pełen tajemnic i niezwykłości. To zdecydowanie najlepsze fragmenty „Onikromosu” – strzępki opowieści o ludziach takich jak my, którzy w pewnym momencie natykają się/odkrywają/doświadczają czegoś niezwykłego, dostrzegają fałdy w rzeczywistości, luki, przez które do naszego świata przecieka coś obcego, niepojętego.

Właśnie tu Paweł Matuszek daje pełen popis swoich umiejętności, w tych momentach olśniewa niesamowitym warsztatem, popisuje się literackim kunsztem, który zamienia te rozdziały w małe arcydzieła. Ich wspaniałość w dużej mierze zaś bierze się z fragmentaryczności – nigdy nie dostajemy więcej niż kilka scen, jakby wycinków z wielu innych powieści (w „Onikromosie” drzemie co najmniej kilkanaście pomysłów wartych osobnych książek), które jednak wystarczają autorowi, by każdorazowo budować niesamowity klimat niezwykłości i grozy; te rozdziały to jedne z najlepszych fragmentów polskiej literatury fantastycznej, jakie czytałem w ostatnich latach.

Znamienne dla Matuszka i jego książki jest jednak to, że to właśnie fragmenty – wycinki, w których czytelnikowi pokazuje się cień, w którym kryje się monstrum, ale ostatecznie nie pozwala dostrzec bestii w pełnym świetle i rozwiać spowijającej jej tajemnicy. Zabieg śmiały, pozornie nieco irytujący, bo niemalże zawsze historie te urywają się w najciekawszych momentach, jest w tym jednak pewna szalona metoda – bo one w tej formie właśnie sprawdzają się najlepiej i ich niekompletność to jedna z kluczowych przyczyn ich wybitności.

Między innymi przez to jednak „Onikromos” stoi w poprzek wszystkich cech, jakie powinna posiadać współczesna powieść dla szerokiego odbiorcy: to gruba książka o skomplikowanej strukturze, od razu rzucająca czytelnika na głęboką wodę nowych słów, ras, światów, praw natury nawet, nieustannie mnożąca pytania i niekwapiąca się, by udzielać jakichkolwiek odpowiedzi, przez co wymagająca od odbiorcy maksymalnego skupienia. Tę książkę czyta się nie po to, by dowiedzieć się, co się wydarzyło, ale by obcować z innym, wyjść poza utarte szlaki i odkrywać coś zupełnie nowego, momentami nawet tak obcego, że niezrozumiałego. Paweł Matuszek odważnie zakładu tu, że czytelnik mu zaufa, że wybierze się z nim w tę blisko 800-stronicową podróż, wiodącą ścieżkami, których momentami wręcz nie da się pojąć.

Pod tym względem książka Matuszka irytuje, bo walczy z czytelnikiem, jest zagadką, której rozwiązania nikt nam nie podaje, którego trzeba się domyśleć, albo zakończyć lekturę z poczuciem, że coś nam umknęło. Zresztą trudno mi sobie wyobrazić, żeby ktokolwiek był w stanie w pełni zorientować się w tej rozbuchanej, momentami szalonej fantastycznej wizji (ja będę pierwszym, który przyzna, że najchętniej od razu rozpoczął bym ponowną lekturę, bo po przewróceniu ostatniej strony mam wiele, wiele, wiele pytań).

Taki jednak urok „Onikromosu” – jest wyzwaniem. I jeżeli celem Matuszka było napisanie książki innej niż wszystko to, co stoi na księgarskich półkach, zadanie zostało wykonane.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop