Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego

18.08.2016
czwartek

„Batman: Zabójczy żart” – przeciętna ekranizacja wybitnego komiksu

18 sierpnia 2016, czwartek,

BATMAN-THE-KILLING-JOKE-Official-TrailerDC Comics przeniosło na wielki ekran, w postaci filmu animowanego, kultowy album „Zabójczy żart”, w którym relację Batmana i Jokera opisał Alan Moore. Efekt nie zadowala.

Zacznijmy od formy. Podczas gdy od kilku lat na srebrnych ekranach królują aktorskie filmy superbohaterskie, dobrze mają się też rysunkowe adaptacje komiksów.

I choć lwia część seriali przygotowywana jest z myślą o młodszych widzach (zwłaszcza te Marvela), na DVD i Blu-rayach regularnie ukazują się kolejne pełnometrażowe filmy, celujące już w starszego widza – kto pamięta choćby „Batman: The Animated Series”, ten wie, że fakt, iż dana historia opowiedziana została w formie kreskówki, nie oznacza, iż fabularnie w czymkolwiek ustępować ona musi kinu.

„Batman: Zabójczy żart” to właśnie taki animowany film dla dorosłych – sporo w nim brutalności, trochę krwi, seksu, kilka mocniejszych scen (choć bohaterowie jak klną, to raczej w stylu „motyla noga”, a scen nagości się unika). Sama historia też raczej do młodszych nie przemówi, bo będący podstawą dla niej komiks Moore’a to studium szaleństwa i niezwykłej więzi między Batmanem a Jokerem; Moore pisał o tym, jak blisko każdy z nas jest od granicy poczytalności.

Film „Zabójczy żart” zaczyna się jednak zaskakująco (co przyznaje sama narratorka, Batgirl), bo od scen, których Moore nie napisał. I to trwa, bo mniej więcej połowę ekranowego czasu (90 minut) zajmuje fabuła dopisana do tej z komiksu, wprowadzająca postać Batgirl i pokazująca jej relację z Batmanem.

Pokazująca w sposób kuriozalny, bo Barbara Gordon okazuje się narwaną, roztrzepaną i napaloną na Gacka smarkulą, którą wprawdzie Batman zbytnio chcę kontrolować, ale może ma w tym sporo racji, bo ta pakuje się w dziwne sytuacje i zmusza go do sprzątania po niej. Chwała DC, że postanowili rozbudować rolę Batgirl, która u Moore’a wprawdzie była bardzo istotna, ale jednak pojawiała się tylko w epizodzie – ale dlaczego musieli pokazać ją jako głupiutką amatorkę nietoperzy?Batgirl-The-Killing-JokeSam „Zabójczy żart” zaczyna się, jak wspominałem, mniej więcej w połowie seansu – wtedy to na scenę wchodzi Joker, który daje nogę z wariatkowa i postanawia pokazać Batmanowi, że wszyscy wokół są/mogą być równie szaleni jak on.

Dostajemy kilka mocnych scen, trochę dobrych dialogów… ale jednak nie ma tu siły oryginału, nawet sekwencja u Gordona wypada słabo, podobnie sama „wizyta” komisarza w lunaparku, która dla komiksu była kluczowa. W skrócie: w filmie, inaczej niż w komiksie, cały plan Jokera wypada nieciekawie.Batman_Zabojczy_zartJeżeli dołożyć do tego momentami rażąco słabe animacje (w scenach pościgów), gryzące się z momentami świetnie odwzorowanymi planszami z oryginału, otrzymamy film co najwyżej przeciętny.

Jak w kinowych adaptacjach DC: znajdziemy tu sporo zalet, naprawdę dużo, ale jest też niemało błędów, a głównym jest struktura – w tym wypadku dostaliśmy dwa filmy ściśnięte w jeden. Co ciekawe – w zwiastunach nie pokazano w zasadzie nic z pierwszej części filmu, skupiając się praktycznie wyłącznie na fragmentach z wątku Jokera…

Jeżeli ktoś chciałby się jednak wybrać do kina, pamiętajcie, że „Zabójczy żart” złapać będzie można tylko na pokazach specjalnych, przez krótki czas, w wybranych kinach.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop