Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego

29.09.2016
czwartek

„Hardcore Henry” – film unikalny, ale nieudany

29 września 2016, czwartek,

hardcorehenryIlya Naishuller postanowił odświeżyć kino akcji, prezentując nam pierwszy film tego typu kręcony z perspektywy głównego bohatera – wszystko widzimy oczami tytułowego Henry’ego. Ciekawy zabieg, który jednak na dłuższą metę okazuje się nieco irytujący, przede wszystkim zaś – jak cały film – wtórny w porównaniu do gier wideo.

Bo w grach, zwłaszcza tak zwanych strzelankach, popularna jest perspektywa pierwszej osoby (z ang. first-person perspective), dzięki której gracz znajduje się w centrum wydarzeń, bo jest bohaterem, widzi wszystko jego oczami. W kinie coś podobnego już ponad dekadę temu pokazał Andrzej Bartkowiak w filmie „Doom” – będącym zresztą ekranizacją popularnej gry – gdzie w jednej ze scen, na krótko, zmieniona została perspektywa i z punktu widzenia głównego bohatera obserwowaliśmy proces siania przez niego śmierci i zniszczenia.

„Hardocre Henry” jest więc przełomowy w tym względzie, że nikt wcześniej nie robił tego na taką skalę.

I cóż, jest ku temu powód. Otóż naładowana akcją fabuła filmu Naishullera w żaden sposób nie zyskuje na nowej perspektywie, bo przeładowane wybuchami i popisami kaskaderskimi sceny stają się po prostu jeszcze bardziej chaotyczne; momentami nie sposób się nie irytować, gdy ekran skacze jak oszalały lub gdy Henry po raz kolejny się wywraca, przez co wszystko koziołkuje, a my próbujemy cokolwiek dostrzec w tym chaosie.

Na krótką metę taki zabieg jest świeży i ciekawy, jeżeli jednak mamy przez półtorej godziny walczyć o to, by orientować się, co właściwie oglądamy, sprawa wygląda już nieco inaczej.big_Hardcore_Henry_ksiaka_DVD_3DNajwiększym błędem „Henry’ego” było przy tym nie postawienie na nowy i kontrowersyjny sposób kręcenia filmu, ale perfidne skopiowanie prostych schematów fabularnych gier wideo i kazanie nam wierzyć, że oto dostaliśmy filmową opowieść. Tytułowy bohater przez cały czas biega z miejsca na miejsce, wykonuje kolejne miejsce, uzupełnia sprzęt, poszerza swoje możliwości (jest androidem), idzie po sznurku od jednej wskazówki do drugiej, walcząc z hordami identycznych przeciwników, by na koniec, niczym w grze właśnie, zmierzyć się z wielkim bossem.

Ktoś powie, że przecież kino akcji często dokładnie na takim schemacie się opiera, i będzie miał rację, w „Hardcore Henry” stopień uproszczenia historii jest jednak skrajnie kuriozalny, bo strzelanka i kopanina to wszystko, co nam zostaje. Naishuller wyraźnie umyślnie chciał tu zatrzeć granice między filmem a grą, zapomniał jednak, że prosta, oparta na rozwalance i bieganiu w kółko fabuła, przeplatana kiepskimi dialogami, sprawdza się tylko wtedy, gdy samemu się strzela i rozwala, a nie tylko siedzi przed ekranem i zastanawia się, czy od tych migawek i zdjęciowej karuzeli coś nie poprzestawia nam się w głowie.hardcorehenryfanexperience__694438„Hardcore Henry” jest więc filmem odważnym, ale nieudanym. Bo sama w sobie nowość nie jest automatycznie czymś pozytywnym, wymaga się jeszcze, by nowy format pasował do danego medium, w filmie wymagamy też czegoś więcej niż sekwencji migających obrazów. Zmarnowany potencjał.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. „Naishuller wyraźnie umyślnie chciał tu zatrzeć granice między filmem a grą, zapomniał jednak, że prosta, oparta na rozwalance i bieganiu w kółko fabuła, przeplatana kiepskimi dialogami, sprawdza się tylko wtedy, gdy samemu się strzela i rozwala, a nie tylko siedzi przed ekranem i zastanawia się, czy od tych migawek i zdjęciowej karuzeli coś nie poprzestawia nam się w głowie.”
    Ta teza (niestety) stoi w sprzecznosci z moda na ogladanie tego wlasnie – jak ktos inny gra. Podobno takie „filmy”, czasem trwajace kilkadziesiat minut i wiecej, maja x-milionow odslon (w youtube oczywiscie). Czy kilka milionow ludzi zechce zaplacic za to samo, zeby obejrzec to w oparach popcornu? Chcialbym wierzyc, ze nie, ale… tak! tak! tak! Tak wlasnie bedzie! Pojda i zaplaca!

  2. Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać – wg użytkowników imdb jest chyba rekord „nieudaności” filmu

    http://www.imdb.com/search/title?user_rating=1.1

    Rzecz jasna jest jeszcze rating 1.0, ale z małą liczbą głosujących, albo nawet z kilkuset głosami, ale dla raczej niszowych (niskobudżetowych) produkcji.