Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego

4.10.2016
wtorek

Czy wydawnictwa śnią o debiutantach?

4 października 2016, wtorek,
Fragment okładki "Skorunia" Macieja Płazy

Fragment okładki „Skorunia” Macieja Płazy

Tegoroczna nagroda NIKE powinna otworzyć niektórym oczy – najważniejsze wyróżnienie literackie w kraju powędrowało do debiutantki, w finałowej siódemce w sumie aż trzy książki były pierwszymi w dorobku swoich autorów i autorek.

Czyli jednak ktoś debiutantów wydaje. Bo Nowicka, Płaza i Murek właśnie nimi są. Czyli można, czyli debiut może walczyć i zdobywać najważniejsze nagrody, czyli debiut może odbić się w mediach głośnym echem. Czyli wydawcy nie publikują wyłącznie swoich znajomych.

Tymczasem z rozmów z – nazwijmy ich tak – adeptami i adeptkami pióra wynika, że w Polsce wydać książkę można tylko wtedy, gdy zna się odpowiednie osoby. Że redaktorzy siedzą na swoich stołkach, przewalają bezmyślnie nadesłane propozycje wydawnicze i o ile nie masz nazwiska, odpadasz bez czytania. Serio, ludzie walczący o druk swojej pierwszej książki dokładnie takie historie wbijają sobie do głów – wystarczy wejść na odpowiednie fora, porozmawiać z nimi na konwentach czy festiwalach.

Gdy w trakcie tegorocznego Pyrkonu, w czasie panelu poświęconego debiutowaniu na rynku książki, wtrąciłem, że wystarczy mi dobry tekst i w tydzień znajdę dla niego wydawcę, sala westchnęła z niedowierzaniem. A cóż jest takiego niedorzecznego w fakcie, że na dobrą książkę znajdzie się wydawca?c01c9825Strasznie się to kłóci z wiedzą o faktycznej pracy redaktorów, którzy absolutnie od debiutantów nie stronią. Niektórzy, faktycznie, ale lwia część wydawnictw nie tylko chce tekstów debiutantów, ale czeka na nie z wytęsknieniem. Na te dobre, rzecz jasna.

Mało tego, nie tylko Nike jest otwarta na debiutantów, co dobitnie pokazuje tegoroczna edycja, ale nawet powstała dedykowana właśnie debiutantom Nagroda Conrada – mocno wspierana medialnie, wiążąca się nawet z niemałą nagrodą. Także w „Nowej Fantastyce” ja i moi koledzy z redakcji w ramach Nagród „Nowej Fantastyki” wręczamy wyróżnienie autorom i autorkom debiutującym lub takim, którzy debiut wprawdzie mają za sobą, ale sława i uznanie dopiero przed nimi. Czyli ktoś takich młodych twórców wspiera.uprawaOczywiście, Oldze Tokarczuk, Jerzemu Pilchowi czy Szczepanowi Twardochowi będzie łatwiej przebić się do mediów, ich książki będą robiły wokół siebie więcej szumu, a także zajmowały więcej półek w księgarni. To jednak naturalna kolej rzeczy, a też prawda jest taka, że nic (oprócz konieczności napisania świetnej książki) nie stoi na przeszkodzie, żeby do tej grupki dołączył ktoś nowy. Przykład? Cóż, przed „Morfiną” Twardoch znany był przede wszystkim fantastom, teraz zaś stał się gwiazdą rodzimego rynku książki. Czyli można.maciej-plaza-skorun-wab-2015-09-16Z tegorocznej finałowej siódemki Nike czytałem tylko Murek, którą zresztą wyróżniliśmy Nagrodą „Nowej Fantastyki”. Mam w planie przeczytać pozostałych. Już teraz cieszy mnie jednak ten werdykt, to otwarcie na nowe.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop