Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego

13.10.2016
czwartek

„X-Men: Apocalypse” w wydaniu Blu-ray

13 października 2016, czwartek,

xmen-apocalypse-gallery-01-gallery-image

Kinowe uniwersum komiksowych mutantów z grupy X-Men to już aż dziewięć filmów. Z poziomem bywało różnie, od fenomenalnej „Pierwszej klasy”, przez świetnego „Deadpoola”, po fatalnego pod niemalże każdym względem „Genezę: Wolverine’a”. I te wahania formy odzwierciedlenie znajdują w najnowszym obrazie z serii, „X-Men: Apocalypse”.

Bo na ten film jednocześnie można się wkurzać, jak i można się nim cieszyć. Największym mankamentem „Apocalypse” jest… Apocalypse, czyli czarny charakter tak nijaki, że gorzej być nie może, tym bardziej, że komiksowy pierwowzór był naprawdę świetny i wystarczyło przenieść go żywcem z papieru na ekran. Do tego mamy niepotrzebne skupianie się na Mystique, tylko dlatego, że gra ją Jennifer Lawrence, a także kuriozalną scenę z polskimi milicjantami i ich łukami, którą można określić wyłącznie mianem żałosnej. Dorzućmy do tego przeładowanie postaciami, przez co wiele z nich występuje raczej w roli statystów, a także leniwie rozpisaną fabułę, przez większość filmu pokazującą, jak Apocalypse formuje swoją drużynę. W skrócie: wad filmowi Bryana Singera nie brakuje.

Jednocześnie jednak scena otwierająca jest naprawdę udana, wątki młodych członków X-Men ciekawe, z dobrze obsadzonymi rolami, a relacja Xaviera i Magneto, świetnie zagranych – znowu – przez Jamesa McAvoya i Michaela Fassbendera, przebija niemalże wszystko, co pokazuje nam kino superbohaterskie (i potwierdza, że najlepszymi przeciwnikami dla herosów są postacie, które widz dobrze zna i z którymi bohaterowie mają relacje).

x_men_apocalypse_blu-ray

Paradoksalnie, u podstaw wszystkich zarówno zalet, jak i wad „X-Men: Apocalypse”, leży fakt, że twórcy filmu w bardzo dużym stopniu podczas produkcji myśleli o fanach. Dołączone do wydania Blu-ray materiały dodatkowe, prezentujące proces realizacji filmu i bogate w wywiady z ekipą, pokazują Singera i wspomagającego go producenta Simona Kinberga jako bardzo świadomych fandomu komiksowego, dbających o dziedzictwo oryginalnych X-Men i robiących wiele „pod publiczkę”. Niekiedy to wychodzi, jak choćby w scenie z Quicksilverem, często jednak prowadzi do przekombinowania (postać Psylock dodano tylko dla szumu, w filmie jej rola była znikoma). W tej chęci zadowolenia wszystkich i wchodzenia w skórę fana, chcącego zobaczyć na ekranie swoje ulubione postacie, zagubiło się gdzieś myślenie o opowieści, przez co „Apoclypse” w zasadzie żadnej nie ma. To takie trochę filmowe gadżeciarstwo, gdzie bardziej od tego, co w scenariuszu się opowie liczyło się to, kto się w nim pojawi.

XMenApocalypseKodiSophieTye.0

Oczywiście, efekt jest taki, że fani kina superbohaterskiego zwłaszcza ci z sentymentem do X-Men, jak autor tego tekstu, odnajdą w tym filmie wiele elementów, które ich ucieszą, podnosząc ogólną ocenę widowiska. Obiektywnie jednak patrząc na obraz Singera, trzeba wytknąć mu wady i fabularnie pójście po najmniejszej linii oporu. Także: przede wszystkim dla fanów (i ci docenią materiały dodatkowe których troszkę na płycie jest).

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop