Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego

28.10.2016
piątek

„Doktor Strange” – w filmie i w komiksie

28 października 2016, piątek,

doctor-strange-movie-composer-cumberbatchDo kin właśnie wszedł film Marvela, w którym Stephena Strange’a gra Benedict Cumberbatch, w księgarniach i sklepach komiksowych w tym miesiącu zadebiutował zaś komiks „Początki i zakończenia”. Jeden z tych tytułów wart jest Waszej uwagi, drugim nie warto zaprzątać sobie głowy.

Ten lepszy to film. „Doktor Strange”, czyli kilkunasty już obraz wchodzący w skład tak zwanego Kinowego Uniwersum Marvela, to wizualne arcydzieło, wzbogacone bardzo dobrym aktorstwem (jakaż tu jest obsada!) oraz świetnie napisaną (zwłaszcza dialogi, humor), choć przewidywalną historią.

I z jednej strony jest to coś w kinie komiksowym świeżego. Przede wszystkim dlatego, że owej komiksowości czuje się tu mało, bo otrzymujemy opowieść o butnym neurochirurgu, który w wyniku wypadku traci część władzy w rękach, a który w ramach poszukiwania lekarstwa trafia do tak zwanej Starożytnej. Tu też doktor Stephen Strange odkrywa prawdę o naszym świecie, którą to jest fakt, iż istnieje wiele światów. Mamy więc magię, artefakty, inne wymiary, demony, ale nie ma za to obcisłych strojów z literkami na klacie.

Wizualnie zaś dostajemy film, który wytycza nowe ścieżki w kwestii efektów specjalnych i kolejnym widowiskom zawiesza poprzeczkę niemożebnie wysoko. Filmowcy wykorzystali tu dziedzictwo Doktora Strange’a, a więc niesamowite wizje innych światów, kipiące kolorami, wyginające rzeczywistość, dając nam coś, co można opisać chyba tylko jako „Incepcję” w wersji z turbodoładowaniem. Od czasu „Mad Maxa: Na drodze gniewu” nie było filmu, który dawałby tyle powodów, by zobaczyć go na jak największym ekranie, najlepiej w 3D.doctor-strange-movie-image-galleryPrzy tym wszystkim jednak najnowsza produkcja Marvela wpisuje się w znane filmowo-komiksowe schematy, po raz kolejny odgrywając historię z typu „narodziny bohatera” (tzw. origin stories). Niczym Iron Man nasz doktor zaczyna od buty i bogactwa, by przeżyć traumę i okaleczenie, a w efekcie doznać olśnienia i stać się odmiennym człowiekiem, przy okazji zaś bardzo potężnym.

Mamy więc poszukiwanie siebie, mamy sceny ze szkolenia i inicjację w postaci walki o ratowanie naszego świata przed zagładą. Również ton, lekki i podszyty obficie humorem, jest dla Marvela czymś charakterystycznym.doctor-strange-still-1Sukces „Doktora Strange’a”, poza warstwą wizualną, tkwi jednak w szczegółach – bo co z tego, że historia w ogólnym rzucie wtórna, skoro w szczegółach podana świetnie, pomysłowa?

No i ta obsada: Benedict Cumberbatch, Chiwetel Ejiofor, Rachel McAdams, Benedict Wong, Mads Mikkelsen i Tilda Swinton – mamy tu laureatkę Oscara, trójkę nominowanych w ostatnich latach, a Wong i Mikkelsen niedawno grali w obrazach nominowanych do nagród Akademii. I, jak można się spodziewać, ci aktorzy i te aktorki wznoszą tę historię na wyższy poziom, dodają głębi postaciom, nawet jeżeli nie mają wiele do zagrania (Adams, Mikkelsen).Doctor-Strange-6Oczywiście, „Doktor Strange” to nie film idealny, nawet nie najlepszy z Marvelowskich, bo wciąż wolę „Strażników Galaktyki”, a chyba nawet i „Zimowego żołnierza” oraz „Iron Mana”, niemniej to pozycja obowiązkowa w tegorocznym kalendarzu blockbusterów.Strange1Na niemalże drugim biegunie ocen znaleźć się musi jednak komiks „Doktor Strange. Początki i zakończenia”. Ukazał się niedawno, z pewnością z powodu premiery filmu, uzupełniając tym samym wyjątkowo skromną listę publikacji przełożonych na polski publikacji z tym bohaterem. Na tym jednak spis zalet tego tomu się kończy.

Największym problemem jest tu złe rozłożenie akcentów w historii Strange’a, zupełnie inne niż w filmie. Otóż na wielkim ekranie mamy szybki wstęp o butnym Strange’u, dużo miejsca na poszukiwania lekarstwa i szkolenie, a potem średniej długości finał z efektownym starciem. W „Początkach…” zaś to pierwsza część jest najdłuższa, nauki u Starożytnego załatwia się zaś w kilku planszach, a finał jest pośpieszny i przeładowany akcją i postaciami.

Może i więc dobrze poznajemy Strange’a, tego sprzed wypadku, sama przemiana w maga jest jednak potraktowana po macoszemu, a już przejście od ucznia do Najwyższego Maga to jakaś kpina – ot, nagle Strange się nim staje, jednocześnie rozwiązując beznadziejną sytuację, w której znaleźli się obrońcy Ziemi. To krótki komiks – i szkoda, że scenarzysta nie miał więcej miejsca na pokazanie nam nie tylko, skąd Strange przychodzi, ale też jak doszedł do bycia herosem.drStrangeP_p3Komiksu nie broni też Brandon Peterson, rysownik, którego prace mogę określić wyłącznie mianem leniwych – nie pokazał nam niczego ciekawego, mimo iż miał na warsztacie jednego z najbardziej wdzięcznych wizualnie bohaterów Marvela, w jednej ze scen Mroczny Wymiar zaludnił zaś demonami… kopiując wielokrotnie trzy typy monstrów w różnej wielkości i układzie.

Tak więc jak film „Doktor Strange” to pozycja obowiązkowa, tak komiks „Doktor Strange: Początki i zakończenia” muszę określić mianem straty czasu.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Po seansie byłem zawiedziony – liczyłem, że warstwa wejście doktora w świat magii, sam wątek poznawania, że istnieje świat nadprzyrodzony przez ścisły umysł, będzie bogatsza i zabawniejsza. Tymczasem w filmie przeskok między butnym i aroganckim a następnie złamanym wypadkiem doktorem a kreślącym mistyczne znaki herosem, jest kilkuminutowy – w ogóle nie czułem wątku „wprowadzenia” bohatera w zupełnie obcy sobie świat. Wielka szkoda, wszystko to działo się za szybko – jakby twórca od razu lub jak najszybciej, chciał rzucić bohatera w wir walki na zaklęcia.