Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego - Blog coolturalny Marcina Zwierzchowskiego

4.11.2016
piątek

„Przełęcz ocalonych”, czyli Mel Gibson nakręcił świetny film

4 listopada 2016, piątek,

hacksaw-ridge-2016-images-andrew-garfieldPowracający do łask Hollywoodu po serii skandali Gibson znowu dotyka tematu wiary. Robi to jednak w filmie wojennym, jednym z lepszych w ostatnich latach.

To oparta na faktach opowieść o Desmondzie Dossie, szeregowym armii amerykańskiej, który biorąc udział w bitwach o Okinawę w trakcie II wojny światowej, odmówił noszenia broni. Nie pozwalała mu na to jego gorąca wiara w Boga, który nakazywał mu miłować bliźniego swego; jednocześnie jednak miłość do ojczyzny i wydarzenia z Pearl Harbor sprawiły, że nie był w stanie pozostać w domu i nie przyczynić się do walki z agresorem, czyli Japończykami.

Doss postanowił więc, że zaciągnie się do wojska, pomagać będzie jednak jako sanitariusz – zamiast odbierać życia, będzie je ratował.

W postanowieniu tym trwał, mimo iż armia Stanów Zjednoczonych bardzo usilnie starała się złamać jego upór, posuwając się do szczucia przeciw niemu innych żołnierzy, kończąc zaś na areszcie i postawieniu przed sądem wojskowym. Doss to przetrwał, ostatecznie dopiął swego.

Mamy więc tu opowieść o niezwykłej sile charakteru, płynącej z twardych niczym skała przekonań moralnych, zaczerpniętych z wiary chrześcijańskiej. To opowieść o nieoczywistej, ale niezaprzeczalnej odwadze. I o bohaterstwie. W skrócie: świetny materiał na film (dziw bierze, że dopiero teraz ktoś wziął się za historię Dossa), w którym amerykańska flaga powiewa do akompaniamentu patetycznej muzyki.Sam-Worthington-in-Hacksaw-Ridge-2016Sęk w tym, że „Przełęcz ocalałych” to film dobry, po patos sięgający niezwykle rzadko, zamiast tego stawiający na realizm (makabryczne sceny pokazujące okrucieństwo wojny), przede wszystkim zaś skupiający się nie na efekciarstwie i tanich wzruszeniach, ale na człowieku.

Najlepszą decyzją Gibsona było pozwolenie tej historii, by rozwijała się powoli – zanim trafimy wraz z Dossem na Okinawę, poznamy go bardzo dobrze, tak samo jak jego przyszłą żonę, brata, matkę, a przede wszystkim ojca (w tej roli Hugo Weaving), czyli weterana I wojny światowej, alkoholika, który nieustannie walczy z demonami przeszłości, co odbiło się na jego rodzinie i ukształtowało młodego Desmonda.

Sceny walk są tu w zasadzie zwieńczeniem opowieści o Dossie i jego wierze, a przez lwią część filmu mamy tu historię miłosną, bardzo w duchu „Forresta Gumpa”, ze spora dawką humoru.la-et-hacksaw-ridge-trailerCzekać na tę wojenną część filmu jednak zdecydowanie warto. Jakkolwiek dziwacznie to brzmi, Gibson – z ogromną pomocą odpowiadającego za zdjęcia Simona Duggana – odnajduje poezję w scenach grozy i makabry, nawet piękno, choć przerażające, bo okrucieństwo walk i śmierć pokazywane są tu bez żadnej taryfy ulgowej. Sceny walk opowiadają też różne historie, skupiają się nie tylko na Dossie, ale i na innych – znacząca jest tu choćby opowieść Smittym, będącym przeciwieństwem głównego bohatera, symbolizującym jednak też inny rodzaj odwagi i bohaterstwa, budowany na innych przekonaniach moralnych.

„Przełęcz…” momentami wręcz zachwyca, aczkolwiek w zasadzie trudno określić, czy to zasługa twórców i obsady (Andrew Garfield świetny jako Doss), czy samej historii, która jest niezwykła; montaż, w których Doss powtarza „Jeszcze jeden. Pozwól mi ocalić jeszcze jednego”, wciska w fotel i autentycznie porusza.HacksawRidge_D33-15263Przy tym wszystkim Gibson nie uniknął jednak błędów. Momentami reżyser „Pasji” tracił wyczucie i w świetnie prowadzoną opowieść nie tyle o wielkości wiary i Boga, ale o sile, jaką wiara daje Dossowi, wkradały się sceny zbyt pomnikowe – przykładem transport Dossa na noszach po linach, ale i końcowy montaż z ostatecznego zdobycia przełęczy, zbyt krótki, ograniczony do pokazania wielkiego triumfu, bez wysokiego kosztu, jakby Doss nie tyle natchnął żołnierzy, co uczynił cud.

Niemniej „Przełęcz ocalonych” jest warta obejrzenia. Desmond Doss to postać niezwykła, człowiek, którego trzeba podziwiać, niezależnie od własnych przekonań religijnych. Film o nim jest zaś silny siłą jego historii. Gibson nakręcił go tak, że wykracza on poza sztywne ramy kina wojennego.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Film rewelacyjny, ogladalam w ang. wersji jezykowej. Polecam. Swietna tez recenzja.